Percossi, Percossi

Zdania, akapity, fragmenty, a wokół nich przeważnie jednak niepamięć i obojętność pustych stron, zamkniętych w ręcznie wykonanych okładkach z napisem „Co pozostaje” – tak w skrócie wygląda praca Jadwigi Sawickiej, która jest współautorką pomysłu (w tandemie z Magdaleną Ujmą, kuratorką projektu) wystawy „Co pozostaje”, pokazywanej aktualnie w BWA Sokół w Nowym Sączu.

Na dokładne zapoznanie się z pracami wchodzącymi w skład wspomnianej ekspozycji zabrakło mi czasu, i to nie tylko dlatego, że moją uwagę mącił początek grypy, który zbiegł się z szokiem kulturowym (dzień wcześniej powróciłem do Polski po dłuższym pobycie za granicą), ale po prostu dlatego, że czasu zawsze brakuje, o czym pouczył mnie otwierający wystawę performans Ewy Zarzyckiej i Karoliny Oleksik, który, mimo że pouczający, był niestety przeraźliwie nudny, dlatego mniej więcej w połowie tego marnego i przegadanego przedstawienia, będącego próbą postawienia szeregu ważnych pytań o naturę czasu, przypomnienia, istoty performansu, sztuki, relacji artysty z publicznością, blablablabla itd., przysnąłem na kanapie przed ekranem, na którym zaczęto wyświetlać film Jacka Zachodnego „Śmierć XXI”, i w mgnieniu oka się obudziłem.

Karolina Oleksik i Ewa Zarzycka podczas performance Zdarzyło się w przyszłości, fot. Grzegorz Mart © BWA SOKÓŁ
Karolina Oleksik i Ewa Zarzycka podczas performance Zdarzyło się w przyszłości, fot. Grzegorz Mart © BWA SOKÓŁ

Islamski bojownik, islamski cywil, hinduski asceta, buddyjski lama, ziomal z dzielni, żul ze slamsów, znerwicowana przedstawicielka klasy średniej i wiele innych postaci opowiada w dokumencie Jacka Zachodnego o swoich przemyśleniach, wierzeniach i doświadczeniach związanych ze śmiercią, co jest niezwykle interesujące i pobudzające właśnie dlatego, że poprzez dzielące te wszystkie postacie różnice kulturowe zekranizowany przekaz dotyka elementu uniwersalnego. Śmierć dotyczy każdego i byłby to taki sam banał, jak ten, że czasu zawsze brakuje, gdyby nie konkretność, wielość i różnorodność świadectw zarejestrowanych przez dokumentalistę. Element uniwersalny nie znajduje się w żadnej idealnej sferze poza kulturą, neutralne obrazy Zachodnego odsłaniają ogólną prawidłowość kulturowych odpowiedzi na zagadkę śmierci. Tę dychotomiczną prawidłowość, która wyłania się z rozmaitości sfilmowanych mikronarracji, nazwałbym „widełkami śmierci”, czyli alternatywą: albo fanatyzm, albo niewiedza. Niewiedzy wobec śmierci towarzyszą zdziwienie i niepewność (ziomal, żul, znerwicowana), fanatyzmowi – pewność i tendencja misjonarska (bojownik, asceta, lama). „Widełki śmierci” dotyczą każdego z nas. Inaczej rzecz ujmując, jeżeli uważasz, widzu i czytelniku, że wiesz, co będzie po śmierci, zasilasz krąg fanatyków, jeżeli zaś nie masz pojęcia co po niej nastąpi lub czy w ogóle jest w tym wypadku jakieś po, zasilasz krąg niewiedzących i niewierzących, cała reszta to tak zwane zmienne, przenikające się, nietrwałe i fantazmatyczne różnice kulturowe. Przypominam sobie w tym miejscu pewien subiektywnie uprzywilejowany fragment literacki: „Był pierwszą osobą, która widziała Hamsuna martwego. W gruncie rzeczy w chwili, gdy zakrył martwą twarz prześcieradłem, nie był do końca pewien, kim stał się Hamsun” (T. Bernhard, „Der Stimmenimitator”, Suhrkamp 1987, s. 8).

Jacek Zachodny, Śmierć XXI, 2004, wideoinstalacja, fot. Grzegorz Mart © BWA SOKÓŁ
Jacek Zachodny, Śmierć XXI, 2004, wideoinstalacja, fot. Grzegorz Mart © BWA SOKÓŁ

Inspiracją projektu Jadwigi Sawickiej i Magdaleny Ujmy była literatura i filozofia: „Reminder” T. McCarthy’ego (przekład polski: „Resztki”), „Proust i znaki” Deleuze’a, „Muzeum niewinności” Orhana Pamuka, „Pamiętliwy Funes” Borgesa, „Wynaleźć samotność – Księga pamięci” Austera i wiele innych fragmentów prozatorskich i eseistycznych, które można znaleźć w obszernym katalogu wystawy, spośród których szczególne miejsce przypada fragmentowi „Mdłości” Sartre’a dotyczącemu sytuacji uprzywilejowanych, w których egzystencja nabiera maksymalnej intensywności. Ściślej: sytuacje uprzywilejowane są ontologicznymi okazjami dla radykalnie wolnego podmiotu, który może, znalazłszy się w takich sytuacjach, mocą własnej decyzji przemienić je w chwile doskonałe.

Jadwiga Sawicka, Co pozostaje, 2013, instalacja, fot. Grzegorz Mart © BWA SOKÓŁ
Jadwiga Sawicka, Co pozostaje, 2013, instalacja, fot. Grzegorz Mart © BWA SOKÓŁ

W wypowiedziach Jadwigi Sawickiej, która często używa pojęcia „sytuacji uprzywilejowanej”, nie ma tego kontekstu, ale Sartre’owski opis chwil doskonałych kojarzył mi się zawsze z orgazmem, co jest być może zubożeniem egzystencjalnej doniosłości całej kwestii, ale być może jest też jej dopuszczalną, freudowską interpretacją, zwłaszcza, że Annie (co Jadwiga Sawicka zauważyła już w liceum), która utraciła zdolność przeżywania sytuacji uprzywilejowanych, przybyło kilka kilogramów, co doprowadziło do obniżenia samooceny bohaterki, a skądinąd oczywiste jest, że ludzie otyli z obniżoną samooceną mają mniejszą szansę na udaną (czyli zakończoną orgazmem) relację seksualną niż pewni siebie sportowcy.

Olaf Brzeski, bez tytułu (słoń trawiony przez węża z Małego Księcia), 2013, rzeźba, fot. Grzegorz Mart © BWA SOKÓŁ
Olaf Brzeski, bez tytułu (słoń trawiony przez węża z Małego Księcia), 2013, rzeźba, fot. Grzegorz Mart © BWA SOKÓŁ

Z kolei bohater powieści McCarthy’ego doświadczył tajemniczego urazu, w wyniku którego utracił zdolność bezpośredniego przeżywania rzeczywistości, utracił także pamięć jakości zmysłowych. Zamiast czuć i rozkoszować się wielorakimi przeżyciami, rozumuje i analizuje, prowadzi więc życie przeintelektualizowane i jałowe. Momentalne przebłyski doznań zmysłowych są dla niego przypomnieniami bogatszego życia sprzed traumy. Zgodnie z tym, co powiedziała mi w kuluarowej rozmowie Jadwiga Sawicka (przyznam, że nie znalazłem jeszcze czasu, żeby przeczytać całą powieść McCarthy’ego), narrator porównuje te chwile pełniejszych wglądów do poglądu Michała Anioła na rzeźbę, której forma preegzystuje w bloku skalnym i wystarczy tylko usunąć niepotrzebne elementy, żeby się ukazała publiczności. Przeżycie wysycone zapachami, smakami, barwami i dźwiękami jest więc jak doskonała rzeźba, nie tyle nieistotną resztką, ile właśnie istotą rzeczy, tym, co pozostaje, czyli tym, co ma jakiekolwiek znaczenie (dlatego też polskie tłumaczenie „Reminder” jako „Resztki” okazuje się kontrowersyjne).

Olaf Brzeski zaprezentował rzeźbę inspirowaną rysunkiem Małego Księcia przedstawiającym węża, który połknął słonia. Wykonane przez Brzeskiego szkice do rzeźby, inaczej niż schematyczny rysunek w książce Saint-Exupéry’ego, są naturalistyczne, sama zaś rzeźba to mniej więcej abstrakcyjnie zwęglony egzemplarz z cmentarzyska węży, które przeceniły swoje możliwości trawienne.

Film Bogny Burskej „A Game with shifting Mirrors I”, był niewątpliwie poruszający i poetycki i gdybym go obejrzał, umieściłbym go najprawdopodobniej w nurcie found footage, mógłbym też powiedzieć, że realizacje Burskiej polegają na niebanalnym zestawieniu kadrów z filmowych adaptacji literatury (m. in. „Lolity” Nabokova), jednak koniec końców nie obejrzałem „A Game with shifting Mirrors I”, gdyż w czasie mojego pobytu w galerii w sali projekcyjnej wyłączono dźwięk i wizję z powodu odbywających się tam właśnie wywiadów z kuratorką i artystami.

Helen Ganly, Archiwalny impuls. Urywki fałszywej pamięci, 1945-2013, instalacja, fot. Grzegorz Mart © BWA SOKÓŁ
Helen Ganly, Archiwalny impuls. Urywki fałszywej pamięci, 1945-2013, instalacja, fot. Grzegorz Mart © BWA SOKÓŁ

Urocze były przetykane gdzieniegdzie kolorowymi rysunkami (myślę tu zwłaszcza o truskawkach) notatki Helen Ganly, czy łącząca sztuczność dekoracji z autentyzmem marokańskiego krajobrazu malownicza „Krótka historia o opuszczonych wyżynach” Rā di Martino, ale zdecydowanie najdoskonalsze chwile przeżyłem w szarym pokoju (instalacja „Black and White”) wymyślonym i zrealizowanym przez Eugenio Percossiego. Do przestrzeni wygenerowanej przez mieszkającego w Pradze włoskiego artystę wszedłem jak do swojego rodzaju komory deprywacyjnej. Naturalnych rozmiarów pokój, przypominający do złudzenia fotografię typowego praskiego mieszkania z lat trzydziestych, sam uzasadniałby zaistnienie nowosądeckiej wystawy, nawet gdyby wszystkie inne prace zapadły się w niebyt. Wszedłem więc do czarno-białej fotografii, dotknąłem szarej narzuty łóżka i ogarnęło mnie grafitowe światło lampki nocnej. Przejrzałem szare grzbiety książek ułożonych na szarym regale, obok którego stał szary rododendron, rzuciłem okiem na szare obrazy zawieszone na stalowoszarej ścianie pokrytej szarą tapetą, poczułem spokój, ciszę, przeniesienie w inny wymiar i zaskoczenie, że ten prosty pomysł daje mi wszystko, czego oczekuję od sztuki.

Eugenio Percossi, Czerń i biel, 2008, instalacja, fot. Grzegorz Mart © BWA SOKÓŁ
Eugenio Percossi, Czerń i biel, 2008, instalacja, fot. Grzegorz Mart © BWA SOKÓŁ

W pokoju Percossiego odkryłem więc, że kolory są głośne. Zaskoczenie zostało dodatkowo spotęgowane lustrem, w którym zobaczyłem własne, niesamowicie kolorowe odbicie, co spowodowało, że namacalnie poczułem naturę teraźniejszości; nie zostałem pouczony, lecz wrzucony w teraźniejszość, która została uprzednio – wraz z kolorami – iluzyjnie zawieszona. Szary pokój był więc zmaterializowaną przeszłością. Przez jedną doskonałą chwilę byłem kolorowym i zbyt głośnym intruzem w krainie cichej szarości. Percossi przeniósł mnie do przeszłości i ze zdwojoną siłą wrzucił w teraźniejszość, pokazał mi wyciszony świat pozbawiony barw i znienacka uderzył mnie moimi własnym barwami, a wszystko to za pomocą prostej operacji odejmowania. I właśnie to pozostaje, ten eksperyment ze światłem, barwami i czasem nie zapada się w niepamiętną przeszłość. Percossi, Percossi ̶ wciąż o nim myślę.

„Co pozostaje”; artyści: Olaf Brzeski, Bogna Burska, Helen Ganly, Veli Granö, Polina Kanis, Jacob Kierkegaard, Rä di Martino, Lucia Nimcová, Karolina Niwelińska, Eugenio Percossi, Jadwiga Sawicka, Jacek Zachodny, Ewa Zarzycka i Karolina Oleksik; kuratorka: Magda Ujma; BWA Sokół, Nowy Sącz, 18.10 – 24.11.2013  www.bwasokol.pl