Kreowanie wątpliwych kontekstów

Wystawa zorganizowana przez Abbey House w wynajętych przestrzeniach Saatchi Gallery

Wystawa zorganizowana przez Abbey House w wynajętych przestrzeniach Saatchi Gallery to natarczywa akcja marketingowa pod przykrywką wielkich idei związanych z prezentacją sztuki polskiej na zachodzie. Od lat powtarzamy, że sztuka polska musi wejść w międzynarodowy obieg, bo lata spędzone za żelazną kurtyną uniemożliwiły jej absorpcję przez kanon akademicki, zachodnie instytucje i rynek. Studiując w londyńskim Courtauld Institute of Art, obserwuję rosnącą ilość kursów związanych ze sztuką polską; parę lat temu student z Finlandii napisał pracę magisterską o artystach związanych z „Krytyką Polityczną” pod opieką profesora Julliana Stallabrassa, aktualnie zaś studentka z Polski pisze doktorat na temat fotografii w PRL u profesor Sarah Wilson. Organizowane są sympozja na temat współczesnej sztuki polskiej, a na ostatnim egzaminie zdjęcie do analizy wizualnej przedstawiało pracę Katarzyny Kobro. Nazwiska takie jak Krasiński, Robakowski czy Bałka funkcjonują w regularnym obiegu wśród międzynarodowej publiczności, a reprodukcja obrazu Sasnala na okładce książki „In my View” może świadczyć o tym, że sztuka polska na Zachodzie ma się dobrze.

Jest o tym przekonany także Jakub Kokoszka, prezes "Art & Business Magazine S.A", magazynu przejętego przez Abbey House w 2010 roku i od tego momentu ukazującego się „w nowej odsłonie graficznej oraz merytorycznej”. W ten właśnie sposób rozpoczął on swoją przemowę na wernisażu „Polish Art Now: An Exhibition of Polish Contemporary Art” (3 – 10.06.2013). Ale o jakiej sztuce tutaj mówimy? Lucy Lippard okres rządów Reagana i sztuki, która powstała w tym okresie, skwitowała stwierdzeniem, że „w czasach kiedy w polityce brakuje konkretów, także w sztuce ich nie ma”. Reagan dawno odszedł od rządów, natomiast tradycja operowania pustymi sloganami i unikania konkretnych stwierdzeń doczekała swojego renesansu na otwarciu wystawy „Polish Art Now” trzeciego czerwca 2013.

Jakub Kokoszka
Jakub Kokoszka

Sztuka, o której w sposób tak optymistyczny wypowiadał się Jakub Kokoszka, to sztuka powstająca w ramach „patronatu” domu aukcyjnego Abbey House. Ten dom aukcyjny, założony w 2010 roku przez Pawła Makowskiego, zajmuje się doradzaniem inwestorom, którzy szukają „pewnych form lokowania kapitału”. Na tym działalność Abbey House się jednak nie kończy. Żadna lokata kapitału nie jest pewna, jeśli nie jest pod całkowitą kontrolą organu, który taką pewność inwestorom obiecuje. Tak więc Abbey House rozwinął system polegający na przyjmowaniu wybranych artystów na kontrakty pięcioletnie i płacenie im stałej gaży w zamian za regularne dostarczanie prac, które potem prezentowane są jako „pewna lokata kapitału”. W końcu „polecani przez nas artyści są lub wkrótce będą najbardziej znanymi twórcami, których nazwiska pojawią się lub będą pojawiać się w kontekście sztuki”, jak możemy przeczytać na stronie domu aukcyjnego.

Wynajęcie dwóch sal w Saatchi i zaprezentowanie w niej swoich artystów pozwala oczywiście stworzyć wrażenie, że wszyscy artyści Abbey House są na miarę Saatchi Gallery (która mimo niezmiernie nierównego poziomu kolejnych wystaw od lat jest brandem, którym pieczętuje kolejnych, dobrze absorbowalnych przez rynek artystów). Na swojej stronie internetowej Abbey House stara się zasugerować, że wystawa odbywa się pod patronatem galerii Saatchi. W rzeczywistości od galerii tej zaledwie wynajęto dwie sale, a krótkotrwałość wystawy (tydzień) pokazuje limity budżetu Abbey House, natomiast zespół kuratorski z Saatchi nie był zaangażowany w organizację wystawy.

Jako historyczkę sztuki ciarki mnie przechodzą na myśl o tym, jak instrumentalnie traktowani są klasycy polskiej sztuki, którym przyszło legitymizować młodych, w większości średnio utalentowanych artystów reprezentowanych przez Abbey House. Nie wspominam już o autopromocji domu aukcyjnego, który londyńskiej publiczności prezentuje się jako „platforma dla szybko rozwijającej się społeczności artystycznej w Warszawie”. W swojej przemowie Kokoszka dziękował młodym artystom, z których faktycznie większość była obecna, a także klasykom takim jak Wojciech Fangor, Stefan Gierowski czy Henryk Stażewski, którzy obecni nie byli. Nie dziwi fakt, że Gierowskiego czy Fangora nie było, skoro nikt ich o zdanie na temat tej wystawy nie pytał. Prace klasyków pochodzą z kolekcji Marka Niemirskiego, artysty, który wprawdzie nie należy do dwanaściorga artystów Abbey House, lecz który jest związany z domem aukcyjnym. Posiadanie wybitnych prac najwyraźniej natchnęło Niemirskiego do stworzenia serii „Kolekcja”, która składa się z kilkunastu obrazów, na których Niemirski odtwarza odciski palców innych artystów, wśród nich m.in: Romana Opałki, Magdaleny Abakanowicz, Wojciecha Fangora, Stefana Gierowskiego. Później Niemirski przenosi na płótna linie papilarne, tworząc w ten sposób obrazy.

Obrazy Marka Niemirskiego
Obrazy Marka Niemirskiego

Wykorzystana na plakacie wystawy praca Niemirskiego ma sugerować ciągłość między klasykami polskiej sztuki a nowymi „talentami”, działającymi w ramach Abbey House, takimi jak Agata Kleczkowska, Anna Szprynger czy Maciej Wieczerzak. Bogusław Deptuła, redaktor naczelny „Art & Business” i współkurator wystawy, ze szczerym bądź nieszczerym entuzjazmem – kto to wie – tłumaczył mi zależność między „odciskiem Gierowskiego” a jego obrazem nr 100 z początku lat 60. Poprzez Niemirskiego Gierowski „odżywa”, a przynajmniej tak to widzą panowie z Abbey House. Dla mnie fantastyczny obraz Gierowskiego jest ośmieszony przez „paluch” Niemirskiego.

Na tym tragiczne „zależności” się jednak nie kończą. Deptuła widzi je także między obrazem „E – 14” Fangora z 1966 roku a „Screens V” Jana Wyżykowskiego z 2002 roku, artysty zaproszonego przez Abbey House do wystawy. Nie wiem, co o współczesnej sztuce polskiej ma powiedzieć międzynarodowej publiczności Wyżykowski, którego praca nie może być odczytana inaczej niż marna imitacja stylu Fangora, którego zainteresowanie optycznymi możliwościami malarstwa miało miejsce w minionym, historycznie zdefiniowanym momencie. Anna Szprynger została z kolei porównana do Henryka Stażewskiego...

Obrazy Jana Wyżykowskiego
Obrazy Jana Wyżykowskiego

Szczytem stwarzania na siłę nieistniejących relacji jest porównanie wystawy „Polish Art Now” do tej, która odbyła się w Museum of Modern Art w Nowym Jorku w 1961, kiedy piętnaścioro polskich artystów zostało zaprezentowanych na wystawie „Fifteen Polish Painters”, zorganizowanej przez Petera Selza (1.08 – 1.10.1961). Wystawa obejmowała 75 obrazów, w tym prace Potworowskiego, Stażewskiego, Fangora, Gierowskiego, Dominika, Brzozowskiego, Kantora, Lebensteina... Deptuła podkreślał, że na wystawie w MOMA zaprezentowano obraz Gierowskiego nr 99, na wystawie w Abbey House zaś pokazany został numer setny. Tym samym idea ciągłości historycznej ma być przypieczętowana. Kuratorka „Polish Art Now”, Sasha Craddock, w swojej przemowie bezpośrednio nawiązała do tej wystawy, sugerując, że twór pod patronatem Abbey House pełni podobną rolę. O ile jednak Selz odwiedzał Polskę wielokrotnie pod koniec lat 50. i wykonał ogromną pracę badawczą na temat polskiej sztuki nowoczesnej, to Craddock odwiedziła Polskę, a raczej Warszawę, w towarzystwie Bogusława Deptuły... dwa razy.

Rola Craddock w organizacji wystawy jest co najmniej niejasna. Jak sam Deptuła przyznał, Craddock o sztuce polskiej wiedziała przed wystawą niewiele. Przyjaźni się z Goshką Macugą, artystką mającą studio w Londynie, ale poza Macugą i kilkoma innymi artystów polskich nie znała. Stąd Deptuła zaserwował jej tzw. crash course ze sztuki polskiej, inaczej mówiąc, historię sztuki w pigułce. I mimo że Craddock ponoć odkrywała z zachwytem zależności między Piotrem Potworowskim (który w 1949 został mianowany profesorem na Bath Academy of Art, po sześciu latach emigracji na wyspach brytyjskich) a malarstwem brytyjskim z tego okresu podczas wycieczki do Muzeum Narodowego w Warszawie, wartość wystawa zorganizowanej przez kuratorkę z małą wiedzą na temat sztuki polskiej jest mocno problematyczna.

Oprócz popołudnia w Muzeum Narodowym Deptuła zafundował Craddock także wyprawę do atelier polskich artystów, np. Niemirskiego. Rzekomo ta wizyta ostatecznie przekonała Craddock, aby wziąć udział w projekcie. Cała sytuacja wydaje się dziwaczna, jako że nawet w przemowie na otwarciu Craddock przyznała, że nie jest do końca pewna, czy „przekrojowa” wystawa polskiej sztuki najnowszej kiedykolwiek się w Anglii odbyła. Dlaczego zdecydowała się firmować wystawę tworzącą nieistniejące zależności między artystami związanymi z Abbey House a klasykami sztuki polskiej, pozostaje niejasne. Myślę, że Craddock, wprowadzona w sztukę polską przez Abbey House i „Art&Business”, skonfrontowana została z zupełnie wypaczonym obrazem polskiej sztuki współczesnej. Polska scena artystyczna, bazująca na pokrętnych relacjach między kuratorami, redaktorami, sponsorami i krytykami sztuki musi być dla zewnętrznego obserwatora okrutnie nieprzejrzysta. Oczywiście Craddock, z ogromnym doświadczeniem (udział w jury Turner Prize w 1999 roku, dyrektorka Bloomberg New Contemporaries), powinna była włożyć więcej energii w poznanie polskiej sceny artystycznej. Jak sama powiedziała, Abbey House zapoznało ją "ze wszystkimi artystami biorącymi udział w wystawie”, co oczywiście nie obejmuje zwiedzania studia Gierowskiego czy Fangora, tylko artystów domu aukcyjnego.

wernisaż
wernisaż

Organizatorzy wystawy zgodnym chórem deklarowali, że ich celem było tworzenie nowych kontekstów dla nowej sztuki polskiej prezentowanej za granicą. Jeżeli jednak te konteksty posługują się jedynie ogromnie nieprzekonującymi zależnościami między Gierowskim z lat 60. a jego „paluchem” autorstwa Niemirskiego, to ja protestuję. Abbey House na portalu „Art&Business” deklaruje, że „historia galerii Saatchi i jej właściciela Charlesa przypomina złoty sen. Każda z jego decyzji jest słuszna, każda inwestycja udana, nie inaczej będzie tym razem. Pod dachem jego galerii zaistnieje siedmiu artystów Abbey House”. Retoryka tego stwierdzenia jest jasna i niewarta analizy. Natomiast wydaje mi się, że Abbey House przeliczył się tym razem. W natłoku wystaw w Londynie siedmiodniowa prezentacja kilkorga artystów z Abbey House pozostanie bez echa (jako że galeria nie podpisuje się pod projektem, a jedynie wynajmuje przestrzeń). Wprawdzie prasa w Anglii ma bardzo blade pojęcie o kontekście tej wystawy, roli Abbey House na polskim rynku sztuki i manipulatorskich manewrach, prasa w Polsce boi się cokolwiek krytycznie skomentować, to jednak widzowie nie są pasywnymi odbiorcami, którzy uwierzą w każdą bajeczkę. A tej narracji brakuje spójności, uzasadnienia innego niż finansowe i przynajmniej jakiegoś bajkowego jelenia, bo tym razem Agata Kleczkowska wyraźnie skoncentrowała się na motywie kocim. Pozostaje mieć nadzieję, że ten tekst nie pozostanie jedynym krytycznym głosem w morzu nieuzasadnionych zachwytów i komplementów.

 

Tekst ten, w porozumieniu z naszą redakcją, opublikowany został także drukiem (w nieco

innej formie) w „Tygodniku Powszechnym” z 16.06.2013, nr 24 (3336).

 

Obraz Marty Kleczkowskiej
Obraz Agaty Kleczkowskiej

Obrazy Maćka Wieczerzaka
Obrazy Maćka Wieczerzaka