Inne wrażenia z „Powrotu do domu”

Bardzo smutna wystawa w Krakowie. Wystawa, którą polecić należy w pierwszym rzędzie cierpiącym na krakowski spleen, nawiedzanym przez wszędobylskie duchy historii i zmęczonym duszącym smogiem. To właśnie oni mają szanse poprawić sobie nastrój i powrócić z wystawy z uśmiechem. „Powrót do domu” może być dla nich niczym lek homeopatyczny działający na zasadzie, że podobne leczy podobne. Mniej podatna na uroki dekadencji publiczność może się czuć nieco rozczarowana. Rozczarowani mogą być również ci, którzy liczyli po prostu na ciekawą wystawę. Zirytować zaś mogli się ci, którzy zobaczyli, jak w Polsce kształtowane są relacje sztuki i biznesu.

Wykorzystując metaforę powrotu do domu, kurator Dawid Radziszewski chciał zaprezentować trajektorie i szlaki myślowe wracającego z nocnych przygód krakusa. Jedenastu artystów i jedna artystka, których twórczość zaprezentowano, nie tyle powrócili, ile zostali przyciągnięci. Smycz na ich twórczość nałożył inwestor-mecenas, który buduje w centrum miasta ekskluzywny kompleks mieszkaniowy. Pomogła mu w tym Fundacja Sztuk Wizualnych. Kooperacja świata sztuki ze światem biznesu przyniosła wystawę niespójną, asekuracyjną w doborze nazwisk i prac, odnoszącą się do Krakowa równie ciekawie i odkrywczo, jak kolejne książki Baumana do ponowoczesności.

Haczyk marketingowej strategii połknęło wielu z przybyłych tłumnie na otwarcie pokazu. Nieczęsto przecież możemy obecnie w Krakowie zobaczyć wystawę, na której prace Sasnala sąsiadują z pracami Maciejowskiego i Bujnowskiego. Okazuje się jednak, że składniki z najwyższej półki nie zawsze są gwarancją udanego dania. Wielu pewnie zastanawiało się, jak możliwa jest tak słaba wystawa z tak smakowitymi nazwiskami. Ale okazuje się, że można! A przepis jest banalnie prosty: wystarczy liche opracowanie merytoryczne, wybór prac, z których większość ma się do zarysowanej idei luźno lub wcale (mówi się, że wystawa jest przewrotna), do tego szczypta cynizmu podlana żądzą sukcesu i zysku. Summa sumarum: „Powrót do domu” otrzymuje na dzień dzisiejszy pierwsze miejsce, w subiektywnym rzecz jasna, rankingu wystaw w kategorii „Niestrawność roku”. Wystawa to smutna, a najsmutniejsze jest to, że zupełnie nie liczy się z wymagającym odbiorcą; jest równie poruszająca oraz stymulująca do refleksji jak lektura instrukcji montażu blachodachówki. Tym, co szczególnie drażni, jest instrumentalizacja sztuki w celu promocji inwestora, którego plany budowlane spotkały się z ostrą krytyką sporej liczby mieszkańców Krakowa oraz to, że wystawa prezentuje się jak od niechcenia sklecony przewodnik po trendach sztuki polskiej dla nieobeznanych a łasych na frykasy Panów w Czarnych Garniturach i Białych Koszulach, nowych mecenasów i potencjalnych nabywców.

Radziszewski zaprezentował biznesowemu światkowi prace wybrane w pokorze, przy czym przyświecały mu najprawdopodobniej względy pragmatyczne. Oto sztuka do domu: Ziółkowski do livingroomu, Kowalski raczej do holu, ewentualnie do sypialni; do kuchni smakowite abstrakcje Mężyka, a do ogrodu rzeźba „Śpiący kowboj” Jastrubczaka i urocza rzeźba Simona z powykręcaną oponą rowerową. Kupić je można w galeriach warszawskich: w Rastrze, Foksal, w galerii kuratora lub w Berlinie (Żak-Branicka).

Wracając do samych prac i idei wystawy... Dotyczyć miały magicznej chwili zawieszonej między nocą a dniem. Być sprawozdaniem z powrotów do domu artystów, dla których knajpy są już tylko knajpami (kiedyś były siedliskiem ideowego fermentu). A co w epoce upadku dążeń rewolucyjnych i ideowych uniesień robi artysta współczesny? Oczywiście pozostaje wierny tradycji – maluje. Mężyk – abstrakcje, Ziółkowski – abstrakcje i surrealistyczne „Lęki”. Może też sobie wyobrażać, że nie jest w Krakowie, lecz dajmy na to w Berlinie (Kowalski). Artysta może się również buntować (wobec ideowej pustki, wobec sąsiadów?) i wybić szybę (Bujnowski). Może mieć problemy z powrotem i obracać się wokół własnej osi (Simon). Może filmować polskie słońce (Sasnal) lub wyjechać do Ameryki i słońce sobie animować (Agnieszka Polska). W ich przygasłym świetle inny artysta może rysować na papierze kwadraty i trójkąty (Mikołaj Moskal).Gdyby nie to, że wystawa ma być reklamą przyszłych domów, mogłaby nosić tytuł „Na wakacjach”. Albo „Na zjeździe”(„Na kacu”?).

„W sierpniu zeszłego roku polewaczka uszkodziła nową fontannę na Placu Szczepańskim. Jeden mój znajomy przejechał się kiedyś taką polewaczką. Polewaczka wyjeżdża na ulicę wtedy, gdy już prawie wszyscy wrócili do swoich domów, a jeszcze prawie nikt nie wyszedł do pracy. I o tym krótkim momencie, wycinku doby jest wystawa »Powrót do domu«”– czytamy w zapowiedzi. Co wspólnego mają z tak określonym tematem jak najbardziej „dzienne” płótna Bartka Materki, wspomniane abstrakcje czy utrzymany w klimatach wczesnego Lyncha foundfootage Pawła Książka („What happened…”)? Bardzo niewiele. Tudzież ewidentnie nic.

Co pozostaje po wystawie?
Wrażenie, że jej formuła jest tyleż frywolna, co rażąca miałkością. Wykluczono z wystawy artystki (symbolicznie tylko reprezentuje je hipnotyzująca animacja „Słońce (Ameryka)” Agnieszki Polskiej). Nie dano też szansy artystom mniej znanym i postawiono na tych, którzy promocji nie potrzebują, są przecież w obiegu sztuki nieźle zadomowieni i sprzedają. Pozostaje podskórne poczucie, że przy całym niedorobieniu o artystowskim zacięciu oraz ironii wystawę fundował cynizm i biznes, kalkulacja i stres. I konstatacja, że rynek sztuki w Krakowie nie istnieje, a jeżeli nawet, to należy o tym milczeć, a na zakupy udać się do Warszawy. Sztuka polska ma wobec wielkiej finansjery kompleks niższości, cierpi na paranoję, bo nie wie, jak się przypodobać, nie wie, czy być historyczną i lokalną, czy ahistoryczną i ponadregionalną, trudną czy łatwą… Wielu liczyło na ognisty romans między światem sztuk i biznesu, a otrzymaliśmy obraz mało wyrafinowanej prostytucji. Szkoda.

„Powrót do domu”; kurator: Dawid Radziszewski; organizator: Fundacja Sztuk Wizualnych; mecenas: Angel Wawel; artyści: Rafał Bujnowski, Łukasz Jastrubczak, Tomasz Kowalski, Marcin Maciejowski, Bartek Materka, Krzysztof Mężyk, Mikołaj Moskal, Agnieszka Polska, Paweł Książek, Wilhelm Sasnal, Janek Simon, Jakub Julian Ziółkowski; Angel Wawel, Koletek 12, Kraków, 13.4 – 5.05.2013. www.sztukawizualna.org

Zobacz także:
Marcin Doktor Polak, Wrażenia z „Powrotu do domu” www.obieg.pl