Should I stay or should I go? Anri Sala w Centre Pompidou

Co łączy hiszpańską aktorkę średniego pokolenia, Maribel Verdú - znaną m.in. z filmów "I twoją matkę też" (2001) czy "Labirynt fauna" (2006) - z oblężeniem Sarajewa podczas wojny na Bałkanach, a oba te elementy z utworem "Should I stay or should I go" grupy The Clash z 1981 roku? Otóż wszystkie one tworzą wspólną opowieść w przestronnej Galerii Południowej Centre Pompidou w Paryżu, będąc zarazem częściami składowymi pierwszej monograficznej wystawy Anri Sali (ur.1974) w tej prestiżowej instytucji. Warto zaznaczyć, iż artysta ten będzie reprezentantem Francji na Biennale w Wenecji w 2013 roku.

Ten albański twórca, urodzony i wykształcony w Tiranie, od wielu lat związany jest z Paryżem i Berlinem. W Polsce mieliśmy okazję oglądać jego prace w ramach ekspozycji zorganizowanej przez CSW Zamek Ujazdowski w 2005 roku. Zaprezentował wówczas między innymi najbardziej chyba znaną, pokazywaną także na Biennale w Wenecji w 2003 roku, "Dammi i colori" (2003), utopijny obraz miasta zaczarowanego przez surrealistyczne, pokolorowane fasady. "Natural Mystics (tomahawk#2)" (2002), "Ghost games" (2002), "Blindfold" (2002) czy "Time after Time" (2004) odzwierciedlały zarówno jego zainteresowanie relacją dźwięku i obrazu, jak i fascynację światłem. "Lakkat" (2004) natomiast, podobnie jak wcześniejsza, bardzo osobista "Intrevista" (1998), koncentrują się na kwestii upływu czasu oraz przekształcaniu i zanikaniu języka poddanego przewartościowaniu narracji w wyniku procesów historycznych.

1395 Days Without Red, 2011
1395 Days Without Red, 2011

Na ekspozycję Anri Sali prezentowaną w Centre Pompidou składają się filmy, instalacje dźwiękowe, obiekty oraz fotografie. "Extended Play" (2012), kompilacja czterech filmów prezentowanych rotacyjnie na pięciu ekranach, przenosi widza do czterech różnych miast, ukazując berlińską przestrzeń Buckminster Fuller w "Answer Me" (2008), kadry z opuszczonej sali tanecznej w Bordeaux w "Le Clash" (2010), jedno z ważniejszych miejsc związanych z historią Mexico City - "Tlatelolco Clash" (2011) oraz oblężone Sarajewo podczas wojny bałkańskiej. Ten ostatni film, "1395 dni bez czerwieni" (2011), stanowi osnowę fabuły godzinnej opowieści.

Obraz i dźwięk połączone są przez element ruchu, a wszystkie trzy stanowią w równym stopniu filary tej magnetyzującej koncepcji artystycznej i kuratorskiej. Aby podążać za obrazem wyświetlanym kolejno na rozmieszczonych w galerii ekranach, trzeba przemieszczać się fizycznie w jej przestrzeni. Dzięki umieszczeniu ekspozycji na poziomie ulicy, przeszklona ściana otwiera się na jeszcze jedną przestrzeń. Przez przezroczystą szybę obserwujemy ruch także na placu i ulicach Beaubourga, choć już w postaci dynamiki paryskiej dzielnicy, nieuporządkowanej, chaotycznej.

The Clash, 2011, Courtesy Courtesy Centre Pompidou
The Clash, 2011, Courtesy Courtesy Centre Pompidou

Nieustannie towarzyszy nam dźwięk będący zarówno ilustracją obrazu, jak i pozornie niezależną częścią wystawy. Dzięki umieszczonej przy oknie galerii katarynce - "No window, no cry" (2012) - wygrywającej uproszczoną melodię, oraz perkusjom - "Doldrums" (2008) - których przymocowane pałeczki samodzielnie budzą się, by drgać w ustalonym rytmie, dobiegające nas dźwięki wydają się momentami współgrać z obrazem, ale równie często funkcjonują niezależnie od niego.

Jednakże obraz, dźwięk i ruch istnieją także, jeśli nie przede wszystkim, na poziomie fabuły filmowej, tej opowieści bez dialogów. To historia fagocistki (Mirabel Verdú), która odbywa swoją codzienną wędrówkę na próbę orkiestry symfonicznej. Aby dotrzeć do miejsca przeznaczenia, musi pokonać ulice obserwowane przez snajperów i podobnie jak każdy z przechodniów staje się wówczas ich potencjalnym celem. Sala nawiązuje do wydarzeń, które stanowiły reakcję władz serbskich na ogłoszenie niepodległości przez Bośnię i Hercegowinę w 1992 roku, kiedy to przez ponad trzy lata utrzymywało się oblężenie Sarajewa. Wędrówka bohaterki filmu nie jest ruchem jednostajnym, raczej serią skoków, skradaniem się, przyczajaniem i paniczną próbą przemierzenia otwartego terenu. Po pokonaniu każdego kolejnego etapu w jej umyśle i głośnikach galerii pojawia się muzyka przenosząca nas do sytuacji równoległej, na próbę orkiestry w innej części miasta. Patetyczna "Szósta symfonia" Czajkowskiego milknie, gdy kobieta dochodzi do granicy bezpiecznej przestrzeni. Mowa ciała nie pozostawia wątpliwości, że pokonanie kolejnej ulicy wymaga całej uwagi i koncentracji, nie pozostawiając miejsca na żadną zbędną myśl, wyobrażenie, dźwięk.

Tlatelolco Clash, 2011, Courtesy Centre Pompidou
Tlatelolco Clash, 2011, Courtesy Centre Pompidou

Jest dźwięk monumentalnej kompozycji Czajkowskiego, który pozwala zachować równowagę po kolejnym skoku, i jest roztrzęsione murmurando fagocistki. Znienacka pojawia się brzmienie katarynki, melodia nieznośnego w tym kontekście, bo absurdalnie beztroskiego utworu The Clash, dobiegającego nagle z pustej ulicy lub wydobywającego się znienacka z opustoszałego budynku przez perforację ścian. Jest także odgłos miasta, choć to, które oglądamy na ekranie, milczy złowieszczo - to obraz widziany przez szybę wystawową galerii: choć stłumiony, sugeruje nam naturalny, spontaniczny gwar przestrzeni miejskiej, stanowi substytut ścieżki dźwiękowej filmu, odnosi do rzeczywistości.

Anri Sala pokazuje miasto wyludnione, wypatroszone, nie spełniające swojej podstawowej funkcji, miasto, w którym człowiek czuje się jak intruz, nie zamieszkuje go, ale jest w nim uwięziony. Obecność otwartych przestrzeni nie daje poczucia swobody, przeciwnie, ich rozległość stwarza zagrożenie. W twórczości tego artysty obecność odczuć takich jak obcość, niepewność, a nawet strach nie wydaje się zaskakiwać, jeśli wziąć pod uwagę jego pochodzenie. Na lata 1992-1996 przypada edukacja artystyczna Sali w Tiranie, a nawiązania do wojny na Bałkanach oraz do historii Albanii są motywem nierzadko spotykanym w jego twórczości.

Choć omawiana ekspozycja składa się z wielu elementów, tworzą one w przestrzeni galerii całość, a widz znajduje się wewnątrz niczym w gigantycznym music boxie emitującym na przemian utwór symfoniczny i klasykę punka. Chwilami cisza atakuje z oglądanych kadrów, i tylko katarynka wygrywa złowrogo rytm podejmowania fundamentalnej decyzji: sholud I stay or should I go?

Untitled, (tagplant 2), 2005
Untitled, (tagplant 2), 2005

Jeśli po godzinie nieustannego napięcia wciąż jeszcze będziemy w stanie wzbudzić w sobie wspomnienie przyjemności wywołanej wysłuchaniem tego utworu, uderzy nas z całą siłą intensywność kontrastu jego atmosfery z powagą tematu podjętego w "1365 dni bez czerwieni". Być może nawet siłą inercji pokusimy się o dalszą refleksję i poszukamy innych znanych nam radykalnych i pozornie wykluczających się zestawień, które wywołują ogrom mieszanych uczuć. Takiego przykładu w Pompidou nie trzeba długo szukać, wystarczy pokonać dwa piętra, by znaleźć się na retrospektywnej wystawie Arta Spiegelmana.

 

Anri Sala, 03.05 - 05.08.2012, Centre Pompidou, Kurator: Christine Macel