Edukacja


„Co artysta miał na myśli?", czyli o sztuce i edukacji

Blok materiałów dotyczących edukacji w polskich instytucjach zajmujących się sztuką nowoczesną i współczesną redakcja „Obiegu" przygotowywała już od dłuższego czasu. Pierwotnie planowany jako jednorazowe wydarzenie, ostatecznie ukazywać się będzie systematycznie na łamach naszego pisma jako seria artykułów, wywiadów, manifestów.

W trakcie pracy nad tekstami miałam przyjemność uczestniczyć w Kongresie Kultury Polskiej, gdzie edukacja kulturalna stawiana była jako kwestia priorytetowa, a nieprzygotowanie współczesnej publiczności do korzystania z dóbr kultury wielokrotnie podnoszone przez panelistów. W prezentowanym tam filmie Kongres Niedokończony Agnieszki Arnold, Mirosław Bałka zwracał uwagę na inny sposób odbioru sztuk wizualnych i niemożność zmierzenia się z nimi widza, który nauczony jest nie tyle doświadczać sztuki i obcować z nią, ile pytać o pierwowzór mimetycznego przedstawienia. Artysta zwracał także uwagę na wysiłek intelektualny każdorazowo wkładany w kontakt ze sztuką i na powszechną w polskim społeczeństwie - widoczną także w mediach masowych, szczególnie silnie przy okazji każdego ze „skandali" wokół współczesnych praktyk artystycznych i wystawienniczych - niechęć skutkującą „obrażaniem się" na sztukę, jej twórców i animatorów. Inni bohaterowie filmu dokumentalnego podkreślali wielokrotnie wskazywane zjawisko, mianowicie publicystyczną pogardę wobec kultury. Diagnoza postawiona przez uczestników KKP nie brzmi zachwycająco, jakkolwiek na mapie kulturalnej Polski jest wiele niedostrzeganych na co dzień, bo ukrytych za parawanem artystycznych spektakli oddolnych działań i inicjatyw samych instytucji służących zniesieniu blokad komunikacyjnych i działaniom edukacyjnym.

Podstawowe pytanie, które nasuwa się, gdy przeglądam oferty edukacyjne polskich instytucji sztuki, to pytanie o cel działań edukacyjnych. Czy celem edukacji w muzeum/galerii powinno być nauczanie o sztuce, czy też włączanie zarówno muzealnej publiczności, jak i każdego z widzów z osobna do debaty o (problemach) współczesności przy użyciu wrażliwości i narzędzi krytycznych generowanych poprzez akt artystycznej sublimacji? Czy funkcją edukacji instytucjonalnej powinien być przekaz wiedzy, czy też uwrażliwianie i prowokowanie do samodzielnego, twórczego i krytycznego myślenia-działania? Jak odwrócić proces wyalienowania dzieła sztuki z debaty społecznej i wyalienowania widza z debaty o sztuce?

Powyższe pytania przede wszystkim wiążą się ze statusem, jaki w relacji muzeum - publiczność przydzielimy każdej ze stron i z tym, na ile spotkanie dwóch stron będzie oparte na ekonomii wymiany, a na ile na hierarchicznych relacjach władzy-wiedzy. Inną kwestią - z którą wiązany będzie charakter publiczności muzealnej i kierowanej do niej oferty edukacyjnej - jest ekonomia czasu wolnego w neoliberalnym i kapitalistycznym społeczeństwie projektowanym w Polsce przez polityków oraz próby odwracania czy też rozsadzania jej ramy przez instytucje. Wreszcie, polityka estetyczna instytucji i sprzęgnięcie jej z adekwatnymi do niej formami edukacji.

Na pewno nie wymieniłam wszystkich palących problemów, a dotknęłam jedynie zagadnienia, jakie żywo dyskutowane jest w kuluarach każdej z instytucji muzealnych i galeryjnych w Polsce, rzadko jednak skutecznie podnoszone na forum. Dlatego nasz cykl edukacyjny postanowiliśmy otworzyć rozmową przeprowadzona z Jolantą Gumulą z Muzeum Narodowym w Krakowie, organizatorką niedawnej konferencji o strategiach edukacyjnych instytucji sztuki. Poniżej proponujemy felieton Doroty Jareckiej, która zastanawia się nad widzialnością i obecnością wiedzy, której figurą jest muzealna biblioteka. W najbliższych tygodniach przedstawimy także projekty edukacyjne Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Muzeum Sztuki w Łodzi, warszawskiej Zachęty, toruńskiego CSW, Małego Klubu Bunkra Sztuki, pierwszy z niezależnych, opartych na alternatywnych sposobach edukacji, wykorzystujących oddolne i niehierachiczne mechanizmy dystrybucji wiedzy projekt Romana Dziadkiewicza - Akademia 36,6 i Warsztaty Myślenia, oraz wiele innych, wartościowych i anty-uniwersalistycznych działań. Polecamy także materiały archiwalne „Obiegu": rozmowę Januszem Byszewskim, który wspólnie z Marią Parczewską współtworzy pionierskie Laboratorium Edukacji Twórczej (LET) w CSW Zamek Ujazdowski, dotyczącą edukacji rozmowę Katarzyny Hołdy z twórcami Galerii Białej w Lublinie, wywiad Kuby Szredera dotyczący krytyczno-instytucjonalnego i edukacyjnego projektu Przewodnik w Muzeum Narodowym w Krakowie, tekst Pauliny Olszewskiej o edukacyjnych działaniach kuratorskich w BWA w Tarnowie czy materiały publikowane przez „Obieg" po KKP.

MIKOŁAJ GROSPIERRE, BIBLIOTEKA, INSTALACJA, PAŁAC STAREJ KSIĄŻKI NA WOLI, 2006, KURATOR ADAM MAZUR
MIKOŁAJ GROSPIERRE, BIBLIOTEKA, INSTALACJA, PAŁAC STAREJ KSIĄŻKI NA WOLI, 2006, KURATOR ADAM MAZUR

Dorota Jarecka
Biblioteka i reading room. Nowe muzea: edukacja czy zabawa?

1. W Polsce w tej chwili buduje się nowe muzea. Zastanawiam się, czy wystarczy zbudować nową wspaniałą przestrzeń, by muzeum w nowy sposób funkcjonowało. W nowych muzeach, które powstaną, będą pracować ci sami ludzie, którzy dziś pracują w starych muzeach, a my wszyscy będziemy je odwiedzać. Czy zdołamy się tak szybko zmienić? Nowych muzeów jeszcze nie ma, to, z czym się spotykamy, oprócz CSW Znaki Czasu w Toruniu i nowego gmachu Muzeum Sztuki w Łodzi, to muzea stare. Kiedy chodzę dziś po nowych i starych muzeach, spotykam się z jednym dręczącym, nawiedzającym mnie obrazem. Jest to obraz czytelni. Czytelni z wolnym dostępem, do której - nie płacąc za bilet - mogę wejść w czasie otwarcia galerii czy muzeum, w której może nawet nie będę się przymusowo rozbierać, a hasłem, które mi przychodzi do głowy, kiedy myślę o nowych i starych muzeach, jest edukacja.

2. Ten obraz - czytelni - narzucił mi się ostatnio z całą siłą, kiedy jesienią chodziłam po wystawie Schizma w salach Zamku Ujazdowskiego w Warszawie. Otóż tam, na parterze, przeprowadzono rekonstrukcję części pracy Pawła Althamera pokazanej w CSW w 1998 roku. Althamer zamienił pustawe pomieszczenia Zamku Ujazdowskiego w coś innego - poczekalnię, kafejkę, biuro, jedno z pomieszczeń było kompletnie puste i pozbawione światła. W 2009 roku jedna z sal przywoływała tamtą wystawę - była kompletnie pusta, jak w 1998 roku na parapetach postawiono kwiatki, a na ścianach namalowano lamperie. Jeśli jednak tamten pokaz mówił o tym, że nie ma czego szukać - tak artysta, jak i widz - w galerii; ten nie miał już takiej nośności. Zrekonstruowana pustka nie mówiła nic.

3. Poprzednio tę projekcję czytelni miałam w CSW w 2006 roku na wystawie Roberta Kuśmirowskiego z cyklu W samym centrum uwagi. To było równie bolesne, jak dzisiejsze doświadczenie pustki. Kuśmirowski zbudował tam ogromną bibliotekę, półki w kilku rzędach sięgające do sufitu, o ile pamiętam na półkach stały głównie książki niemieckie. Ale to była symulacja, nie można było po nie sięgać. Dalej znajdowało się jakieś alchemiczno-filmowe wnętrze, pracownia demiurga, rzemieślnika, typowe dla Kuśmirowskiego. To simulacrum biblioteki wywołało bolesne poczucie jej braku.

Co prawda wiadomo, że w CSW jest czytelnia i to wyjątkowa na tle innych polskich galerii czy muzeów: mała salka, ale nowoczesna, wygodna, łatwo dostępna. Jednak patrząc na książki Roberta Kuśmirowskiego, których nie wolno było dotykać, dziwiłam się, dlaczego nikt nie wpadł na to, że można by było zrobić taki projekt - choćby jako eksperyment albo dla zabawy - polegający na stworzeniu czytelni w salach wystawowych. To mogłaby być próba dowiedzenia się czegoś o własnej publiczności. Poza tym, to chyba nie byłoby takie drogie. Pamiętacie antykwariat Pałac Starej Książki w Warszawie sprzed kilku lat? Kiedy zbankrutował, każdy mógł przyjść i za kilka złotych wynieść tyle książek, ile uniesie. Dziwi to też dlatego, że już od dawna wiadomo, że sztuka dzisiaj niewiele ma wspólnego z doświadczeniem czysto wizualnym, że to doświadczenie nie wsparte wiedzą, kontaktem ze słowem drukowanym jest mało warte. Galerie wyglądają w większości tak, jakby ta oczywistość nie została w nich samych uświadomiona.

5. Zrobiłam takie doświadczenie: chodząc po stronach internetowych muzeów i galerii, szukałam informacji o miejscach, gdzie można by sobie usiąść i poczytać książki. Na żadnej z nich hasło „biblioteka" nie pojawiło się od razu, widoczne na stronie głównej. Trzeba było dopiero do niego dojść, wyszperać, nie było to zawsze łatwe. Co ciekawe i co mnie zdziwiło, na żadnej ze stron internetowych hasło biblioteka nie było połączone z działem „Edukacja", na hasło „czytelnia" w ogóle nie trafiłam, co być może ma też jakieś przyczyny administracyjno-prawne, bo to jest reguła. Doszłam do wniosku, że w Polsce, jeśli instytucja sztuki coś ma, to raczej biblitotekę niż czytelnię, co jest opozycją anglosaskiego reading room. Po drugie, biblioteka - jeśli chodzi o strony internetowe - nie łączy się z edukacją. Biblioteka najczęściej podczepiona jest pod takie działy, jak „O muzeum", „O nas", albo „Informacje". W dziale „Edukacja" są za to lekcje muzealne, zajęcia dla dzieci lub dorosłych. Co oznacza, że edukacja nie kojarzy się z czytaniem książek, ale z innym niż zwykłe zwiedzanie sposobem spędzania czasu w muzeum.

Czym jest w takim razie biblioteka? Jest powiązana bardziej z przestrzenią niż z działaniem. Biblioteka to miejsce, do którego można dotrzeć, zakątek w muzealnej przestrzeni. Książki ostatecznie w końcu są dostępne, ale biblioteka to część innej struktury, nie edukacyjnej, ale „tożsamościowej". Często podkreśla się, że dostęp do książek mają głównie naukowcy i badacze. Powiązana jest z muzealnym archiwum. Niedawno na sesji o archiwach, „otwierano" pojęcie archiwum, mówiono na przykład o przestrzeni byłego getta jako archiwum getta warszawskiego. W muzeach trwa co innego - zawężenie biblioteki do archiwum. To jest dość archaiczne, ale i ciekawe. Taka biblioteka jest jednocześnie duszą muzeum: posiedzieć tam, to jakby je rozszyfrować. To tajemnicze, sekretne miejsce, część jego tożsamości.

Za przykład może posłużyć Muzeum Sztuki w Łodzi. To było już po otwarciu nowego gmachu MS2 w tzw. Manufakturze. Chciałam dowiedzieć się, gdzie teraz jest czytelnia Muzeum Sztuki, bo przyszło mi do głowy, że być może, wraz z reorganizacją całego Muzeum, tam ją przeniesiono. Jednak nie, była na swoim miejscu, w starym gmachu na ulicy Więckowskiego, co sprawdziłam dopiero telefonicznie. Strona internetowa tego nie mówiła wyraźnie. Było zacisznie, byłam sama, co sprzyjało pracy, książki dostawałam w minutę i nikt nie narzekał, że przyszłam na pół godziny przed zamknięciem. Zdaję sobie sprawę, że otwarcie tego miejsca na masowego widza/czytelnika mogłoby zniszczyć ten niepowtarzalny klimat. Chcę też dodać, że w chwili, kiedy oddawałam ten tekst dla redakcji „Obiegu", przyszedł mail z Muzeum Sztuki w Łodzi informujący o zmianach w bibliotece. Jedną z nich jest wydłużenie czasu pracy (w czwartki aż do godziny dziewiętnastej) oraz informowanie o nabytkach i ciekawych pozycjach na stronie internetowej muzeum. Widocznie nie tylko ja dostrzegłam specyfikę łódzkiej muzealnej biblioteki i nie ja jedna zastanawiałam się nad jej funkcjonowaniem. Zadzwoniłam też do nowego Centrum Sztuki Elektrownia w Radomiu. Jakiś czas trwało, zanim znaleziono odpowiedź na pytanie, czy jest tam biblioteka lub czytelnia. Brzmiała ona: nie.

6. Nie ma czytelni, ale za to jest kuchnia. Nowe, zresztą świetnie zaprojektowane wnętrze edukacyjne w CSW Znaki Czasu w Toruniu funkcjonuje od niedawna jako Pokój z kuchnią. Meble autorstwa Tomka Rygalika wykonano z płyty OSB, co jest programowo oszczędne i skromne, zaś kuchnię, która tam stoi, zaprojektowała Elżbieta Jabłońska. Na stronie internetowej CSW w Toruniu czytamy, że znajduje się tam podręczna biblioteczka z książkami a także kącik gier. Ta biblioteczka musi być bardzo mała, skoro na żadnym zdjęciu zamieszczonym na stronie CSW nie jest widoczna. Księgarnia w CSW jest świetna, nowoczesna, z łatwym dostępem do książek, wszystko można tam sobie kupić. Księgarnia jest stałym elementem nowych starych muzeów.

7. Dlaczego biblioteka nie należy do edukacji? Edukacja to jest działanie. Nie było trudno znaleźć interesujące przykłady takich działań. CSW w Toruniu próbuje na przykład zdefiniować swoją tożsamość poprzez kuchnię. Tytuł wykładu z 16 listopada 2009, który miał miejsce właśnie w Pokoju z kuchnią - O kulinarnych eksperymentach z tożsamością, tytuł warsztatów robienia rzeźb z galarety, które odbyły się tam w podobnym czasie to Trzęsawisko.

W Polsce edukacja rodzinna, warsztaty, niekonwencjonalne lekcje muzealne - to wszystko na prawdę kwitnie. Na przykład dwaj artyści-edukatorzy, Józef Chyży i Ignacy Nowodworski, w Galerii Sztuki Współczesnej w Opolu wzbudzili moje zainteresowanie latem, wysyłając maila z zaproszeniem na warsztaty dla dzieci pod tytułem Piramida Zwierząt. Dowiedziałam się też, że jesienią, w czasie warsztatów Kwitnąca edukacja. Powrót Opolozaura wykonano dinozaury. Wcześniej podobne warsztaty artyści prowadzili w sąsiednim Lewinie, Brzesku, Ozimku i Prószkowie i w ten sposób prócz dwóch Opolozaurów powstały Lewinozaury, Ozimkozaury i Prószkozaury - pisała lokalna prasa. Monstra - dowiadujemy się ze strony internetowej GSW - są owocem warsztatów rodzinnych.

To specyficzne otwarcie widać także w innych, nieartystycznych muzeach. 11 listopada 2009 roku w Muzeum Powstania Warszawskiego odbyły się warsztaty dla dzieci. Były tam kredki, papiery kolorowe, nożyczki, klej i dwa szablony do pokolorowania - portret Piłsudskiego i Orzeł Biały. Pokolorowane obrazki można było wziąć do domu albo powiesić na tablicy koło innych Orłów i Piłsudskich. Obok stało coś, co się nazywało „drzewkiem życzeń" - były to powiązane ze sobą wyschnięte gałęzie dębu, na których dziecko mogło powiesić karteczkę z „życzeniami dla Polski". Skopiowanie pomysłu Yoko Ono (z wystawy w CSW w 2008 roku) było ewidentne. A cała koncepcja takiego masowego udziału dzieci, aktywne ich wspieranie a także zachęcanie, by obecni przy nich rodzice działali tak, jak dzieci, zapewne nie powstałaby i nie rozwijałaby się teraz, gdyby nie między innymi działalność Pawła Althamera. To on od kilku lat wprowadza na różne sposoby do muzeów dzieci (Zachęta, Bonnefanten Museum, Migros Museum, Fredericianum w Kassel). Niezależnie od tego, że ideowo i politycznie Muzeum Powstania Warszawskiego jest na przeciwnym biegunie - metoda jest podobna. Pytanie, czy zmiana sposobu działania działów edukacji, która niewątpliwie ma miejsce w Polsce w ostatnich latach, łączy się ze zmianą działania całego muzeum. Czy nie jest tak, że to samo muzeum, które ma fantastyczny dział edukacji, musi wciąż zapraszać samego Althamera, by przeżyć jakąś głębszą zmianę.

8. Zmiany już teraz tu i ówdzie widać. Na przykład to, co się dzieje w tymczasowej siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej przy ul. Pańskiej w Warszawie pokazuje, że tak naprawdę nowa przestrzeń nie jest tak koniecznie potrzebna, by zacząć inaczej funkcjonować. Tam jest na przykład mała, dość prowizoryczna księgarnia, ale zauważyłam, że została zaaranżowana jak czytelnia, koło stolików z książkami ustawiono stołki. Co prawda bez oparcia a wszystko w przejściu, to już pokazuje nowy kierunek myślenia.

9. W momencie rozkwitu działów edukacji otwartych głównie dla dzieci lub rodziców z dziećmi pojawia się inny problem - edukacji dorosłych. Przypomnę myśl Jacquesa Rancière'a o tym, że wolny czas pozornie niezwiązany z polityką, jest dla niej podstawowy: Brak czasu to zneutralizowany zakaz wpisany w same formy doświadczenia zmysłowego. Znamy to z własnego doświadczenia. Ludzie, którzy pracują, rzadko znają pojęcie tzw. czasu wolnego. Ci, którzy profesjonalnie nie są związani ze sztuką, w zasadzie są poza zasięgiem muzeów, co zapewne każdy z nas zna z własnego otoczenia. Ci ludzie często też mają rodziny. Ostatecznie każdy czas, który poświęcam na coś innego niż na pracę lub opiekę, jest komuś albo czemuś ukradziony. Zmierzam do tego, że muzeum także musi ukraść mój czas. Najcenniejsze i dla mnie, i dla muzeum są oczywiście nie te godziny, kiedy dzieją się wydarzenia edukacyjne. To jest problem, którego nie rozwiążą warsztaty rodzinne. Bo jeśli chciałabym się rozwijać, poszerzać horyzonty, czegoś się dowiadywać, spotkać się z problemem, z pytaniem, to nie stanie się to w sobotę lub w niedzielę. W Opolu problemem są nie dinozaury. W Toruniu nie potrawy z galarety.

Tworzy się sytuacja, kiedy pracujący czuje się wyłączony z debaty. Chodząc na warsztaty niedzielne mogę w ogóle nie wiedzieć o tym, co muzeum robi „na prawdę". To jest pytanie, jak przyciągnąć potencjalnych uczestników w kulturze, tak, by nie musieli zwalniać się z pracy. Jak pozwolić im w muzeum twórczo pracować? Wiem, że to jakaś fantazja. Wiem, że praca związuje z miejscem. Ale też wiem, że utopia nowych gmachów nie rozwiąże tych problemów, że potrzebna jest jeszcze jakaś inna, bardziej społeczna niż architektoniczna utopia.

Tekst jest poszerzoną wersją referatu wygłoszonego w trakcie dyskusji panelowej Sekcji Polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki AICA pt. Nowe muzea sztuki współczesnej w Polsce - program, publiczność, edukacja, która odbyła się 18 listopada 2009 roku w Krakowie.

W TYM TEMACIE CZYTAJ TAKŻE:
Wojciech Szymański, Muzeum jedzie na Woodstock. Rozmowa z Jolantą Gumulą

Ewa Małgorzata Tatar, Dominik Kuryłek , Kuba Szreder, Pomiędzy krytyką instytucjonalną a krytycznością instytucji. O projekcie "Przewodnik" w Muzeum Narodowym w Krakowie

Janusz Byszewski, Grzegorz Borkowski, Adam Mazur, Muzeum nie tylko dla kuratorów: Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie z punktu widzenia edukatora

Kongres Kultury Polskiej, różni autorzy

Paulina Olszewska, T jak Tarnów, czyli lekcja ze sztuki współczesnej

Katarzyna Hołda, Edukacyjna aktywność wokół "Białej". Z Anną Nawrot i Janem Gryką rozmawia Katarzyna Hołda