como espiar sin descargar nada press localizar numero movil here exposed cell pics programas para espiar por satelite el mejor espia gratis de whatsapp mua giong ong noi necesito espiar espia mensajes de texto de celulares telcel gratis como funciona spyphone pro como espiar blackberry messenger descargar programa prism espia

Raj utracony

– rozmowa z Moniką Weychert Waluszko, Aleksandrą Kubiak oraz Katarzyną Wiącek przy okazji wystawy "Domy srebrne jak namioty"

Problem zajmowania przestrzeni i migracji, do niedawna prawie nieobecny, jest coraz chętniej podejmowany przez opinię publiczną w Polsce. Dlaczego właśnie ten temat zaistniał na wystawie Domy srebrne jak namioty?

Monika Weychert Waluszko: Interesowała mnie tematyka kształtowania wizerunku mniejszości przez społeczeństwa większościowe. Właściwie analizowałam postawy Polaków wobec Romów, z folkloryzmem, orientalizmem, kolonialnymi ciągotami. Romowie żyją obok nas, a jednak wiele nas dzieli. Już samo nasze nastawienie do tych obcych etnicznie współmieszkańców sprawia, że pozostają nieobecni, ignorowani lub nienawidzeni. Automatycznie przywodzi to na myśl abiekt, w którym „gromadzi się to, co nieakceptowalne społecznie". Ta grupa etniczna jest przedmiotem wstrętu i fascynacji zarazem.

Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013, Delaine Le Bas, Kushti Atchin Tan? (Dobre miejsce na postój?), 2013, (fragment), instalacja in situ, fot. Zachęta
Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013,
Delaine Le Bas, Kushti Atchin Tan? (Dobre miejsce na postój?), 2013, (fragment), instalacja in situ, fot. Zachęta

Co pojawiło się na wystawie?

MWW: Wystawa koncentrowała się na pojęciu „cygańskości". Okazuje się, że najtrudniej zrozumieć nam mechanizm reprodukcji tożsamości Romów. Obserwowałam wiele europejskich wystaw dotykających romskiej tematyki a architektura stała się kluczem do opowieści. Wydawało mi się, że ta tematyka będzie dobrze komunikowała wspólne wyzwania powstające na styku grup: większościowej i mniejszościowej. Okazała się rzeczywiście trafnie opisywać złożone problemy. Najważniejsze wątki, które chciałam poruszyć to „cygańskość" widziana oczami Polaków, wizerunek Cygana z perspektywy kultury większościowej, sposób, w jaki sami Romowie kreowali swój obraz, dostosowując go do oczekiwań otoczenia jako formę przystosowania. Zastanawiałam się, czy spod tych notacji uda się wydobyć prawdę o romskiej mniejszości etnicznej, jaki pozostaje w niej ślad kolonialnej dominacji, do jakich cech odnosili się „naśladowcy": artystyczna cyganeria lub New Gypsies. Jak znaczące i czasem katastrofalne w skutkach było i jest powielanie tych wytartych klisz? Zadziwiające, że w Polsce twórcy i teoretycy przez lata nie modyfikowali wypracowanych wzorów ikonograficznych, ani nie poddawali ich refleksji.

Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013, Aernout Mik, Według, według i na nowo, 2013 (fragment), instalacja in situ, fot. Zachęta
Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013, Aernout Mik, Według, według i na nowo, 2013 (fragment), instalacja in situ, fot. Zachęta

A jak wyglądał wybór prac na wystawę?

MWW: W jednej z sal zgromadziłam ryciny, obrazy olejne i fotografie, od dziewiętnastowiecznych po współczesne. Stanowią one zbiór typowych przedstawień związanych z hasłem „Cyganie". Zależało mi, żeby zestawić ze sobą powtarzające się motywy, jak pięknookie Cyganki, mężczyźni przy koniach, kolorowe tabory, bo to one stały się kliszami, utrwalanymi w kulturze europejskiej tworząc określony obraz „cygańskości". Te powielane bezrefleksyjnie mity o cygańskiej duszy, cygańskim życiu opartym na wolności z wyboru oraz obrazy barwnego folkloru nie pozwalają nam dostrzec rzeczywistych problemów żyjącej współcześnie romskiej społeczności. Romantyczny mit Cyganów-włóczęgów był punktem wyjścia dla Constanta Nieuwenhuysa, holenderskiego artysty i architekta związanego w latach pięćdziesiątych z ruchem sytuacjonistów, który stworzył projekt obozowiska cygańskiego z lat 1956-1958. Bezpośrednim impulsem dla artysty stała się sytuacja Romów wysiedlanych w tym czasie z piemonckiego miasta Alba, ale zobaczył on w społeczności romskiej model dla przyszłej nomadycznej społeczności miejskiej. Lekka, łatwa do demontażu i przeniesienia w inne miejsce struktura, wyznaczająca wspólną przestrzeń dla użytkowników, nie została zrealizowana, ale idea mobilnej, otwartej na przekształcenia architektury, uwzględniającej potrzeby nowego społeczeństwa, została rozwinięta przez niego w utopijnym projekcie urbanistycznym Nowego Babilonu. W 2011 roku Maria Hlavajova, kuratorka projektu Call the Witness - drugiego Pawilonu Romskiego na Biennale w Wenecji, zaprosiła holenderskiego artystę Aernouta Mika do reinterpretacji gestu Nieuwenhuysa. Kontekst społeczny był podobny: instalacja After Constant's Design for a Gypsy Camp powstała w czasie masowych wysiedleń Romów z Włoch. Interwencja w architekturę Palazzo Zorzi stanowiła rodzaj polemiki z projektem Nowego Babilonu, badała jego możliwości zasiedlenia. Stosując otwarty system ruchomych ścian, półkolistych form budowanych z lekkich, łatwych w montażu materiałów, Mik stworzył przestrzeń dla dyskusji i działań innych artystów. Instalacja na nowo zaprojektowana specjalnie do przestrzeni Zachęty, w większym stopniu nawiązuje do opus magnum Nieuwenhuysa - Nowego Babilonu - i późniejszej krytycznej recepcji projektu. Bada relacje między optymizmem utopii a jej apokaliptycznym wymiarem, między energią i radością tworzenia nowego społeczeństwa a tkwiącym w niej również potencjałem kontroli, zniszczenia i destrukcji. Aktualny kontekst społeczny powstawania pracy w Zachęcie, czyli niedawne próby wysiedlania Romów z kilku miast w Polsce, jest też podobny do okoliczności powstawania poprzedniej pracy w Wenecji. Zainspirowała mnie też inna idea sytuacjonistów i zestawienie jej z romską architekturą. Mam na myśli détournement - technikę stosowaną i wymyśloną przez sytuacjonistów, która polegała na przekształceniu istniejących przestrzeni przy wykorzystywaniu dowolnie wybranych fragmentów dziedzictwa i zestawiania go z innymi.

Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013, Hubert Czerepok, Nigdy nie będziesz Polakiem, 2008, neon, fot. Zachęta
Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013,
Hubert Czerepok, Nigdy nie będziesz Polakiem, 2008, neon, fot. Zachęta

A jak ma się architektura nowobogackich willi do nomadycznej architektury koczowisk?

MWW: Rumuńska krytyk architektury Mariana Celac, specjalistka od architektura romskiej zauważa, że kulturowy nomadyzm Romów manifestuje się w zapisywaniu w willach architektonicznych wrażeń z mijanych okolic, czy podróży. To zjawisko pokazywały na wystawie prace dwóch duetów: Bownik i Marceliny Gunii oraz Igora Omuleckiego i Payama Sharifiego. W budynkach i wnętrzach romskich domów - w pierwszym momencie rozpoznajemy orientalny gust. A kiedy poświęcimy im więcej uwagi, widzimy sporo cytatów z polskiej kultury.

Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013, Aernout Mik, Według, według i na nowo, 2013 (fragment), instalacja in situ, fot. Zachęta
Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013,
Aernout Mik, Według, według i na nowo, 2013 (fragment), instalacja in situ, fot. Zachęta

Koncentrujesz się jednak na temacie tymczasowej architektury.

MWW: Na wystawie Domy srebrne jak namioty jako pierwsza witała nas praca Delaine Le Bas, artystki zafascynowanej nietypowymi miejscami, w których mieszkali członkowie jej rodziny - przyczepy kempingowe na poboczach, lokale socjalne, a nawet luksusowe rezydencje budowane według indywidualnych projektów. Instalacja artystki wabi kwiatami, obrazkami, falbaniastymi sukienkami, kolorami. Pełna jest autocytatów i osobistych odniesień i dopiero potem dostrzegamy w nich lęk przed wykluczeniem i powracające pytanie skierowane do narodów większościowych. Z jej przezroczystymi, plastikowymi ścianami, stanowi metaforę wykluczenia, ukrytego pod pozorami integracji - gdy integracja ma nastąpić, wyrastają niewidzialne ściany rasizmu. Flaga z napisem „Bezpieczny europejski dom?" (Safe European Home?) przywołuje działanie podjęte z Damienem Le Bas, mężem artystki, zrealizowane przed budynkiem parlamentu w Wiedniu. Instalacja przybliżała brutalną rzeczywistość pokazując, że zepchnięci na margines „Inni" potencjalnie mogą stać się nami a ich „Inność" może być naszą rzeczywistością. To my możemy być oskarżani a ustanowione dla wszystkich prawa człowieka nie będą nas chronić. Co gdyby na takiej przegranej pozycji znajdował się od wieków nasz naród? Pajęcza sieć otaczająca dziecięcą postać w tygrysiej masce także zadaje pytanie o niewinność. Niewygodne buty na wysokich obcasach i długa, kwiecista sukienka, z przypiętym na plecach napisem „Wszystko o strachu" uniemożliwiały jej ucieczkę ze społeczeństwa, w którym przytłacza ją władza spojrzenia, i ze świata, w którym nie będzie mogła wykorzystać swoich możliwości, dopóki będzie istniał strach przed „Innym". Postać rozpoznajemy z instalacji Sąsiedzi czynią zło (Neighbours Making Evil) pokazywanej na wystawie Pierwszego Romskiego Pawilonu zatytułowanego Raj Utracony (Paradise Lost) podczas 52. Biennale w Wenecji w 2007 roku. Tych cytatów jest więcej. Artystka tym samym przywołuje jeden z najsilniejszych rysów romskiej estetyki - możliwość twórczego recyklingu... „Odzyskiwane śmieci" z dawnych prac, często łączone techniką brikolażu nadbudowują coraz mocniejsze znaczenia. Podkreślone jeszcze upływem czasu, który nic nie zmieni. Romski dom jest czymś, czego powinniśmy się uczyć - powiedziała Maria Hlavajova. Delaine widzi to podobnie i mówi, że w wielu krajach Europy to właśnie Cyganie wykorzystują recykling na porządku dziennym, a łączenie architektonicznej inwencji z ekologiczną technologią może zaowocować zupełnie nową koncepcją domu mieszkalnego.

Wystawa podejmowała też tematykę architektury Zagłady. Opisywała nie tylko realną różnicę między końskimi barakami z Familienzigeunerlager a blokami z głównej części obozu, ale przede wszystkim wymazywanie czy znikanie tej części z geografii Oświęcimia w wyniku powojennej polityki historycznej.

Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013, Rękopis znaleziony w Saragossie, reż. Wojciech Jerzy Has, Polska, 1964, fragment filmu, fot. Zachęta
Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013,
Rękopis znaleziony w Saragossie, reż. Wojciech Jerzy Has, Polska, 1964, fragment filmu, fot. Zachęta

Aleksandra Kubiak: Wystawa wydaje mi się bardzo ciekawa, ale też drażniąca, bo mocno wskazuje na brak historii napisanej przez samych Romów. Ten temat poruszył Damian Baker, artysta romskiego pochodzenia. Drugim silnie reprezentowanym wątkiem jest architektura. Tu oczywisty przesyt ornamentu, ale też strach, jak u Delaine Le Bas czy brak stabilności i nadbudowa jak w instalacji Aernout'a Mika. Kolejny ważny dla mnie punkt tej wystawy to bolesna historia Romskiego Holokaustu i wstrząsająca grafika, nie pamiętam nazwiska artysty, wykonana w Auschwitz. Nie wymieniam wszystkich nazwisk i prac, które zwróciły moją uwagę, to niemożliwe. We Wrocławiu ta ekspozycja zyska konkretne tło polityczne - proces, gdzie na ławie oskarżonych zasiedli Romowie.

Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013, Aleksandra Kubiak, Baraca, 2012, film, fot. Zachęta
Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013,
Aleksandra Kubiak, Baraca, 2012, film, fot. Zachęta

No właśnie. Wystawa prezentowana najpierw w warszawskiej Zachęcie, teraz ma swoją kontynuację w Muzeum Współczesnym we Wrocławiu - mieście, który temat funkcjonowania romskiej społeczności przepracowuje na własnej skórze.

Katarzyna Wiącek: Czekam na wystawę we Wrocławiu, również z powodu podjęcia tematu tworzenia przez społeczność romską sztuki do tej pory pomijanej i traktowanej stereotypowo. Jest to szczególnie ciekawe w Polsce, gdzie od wieków mamy styczność z Romami, których nie znamy i których się jako innych boimy. Mam nadzieję, że ta wystawa pozwoli poszerzyć dyskusję, sprowadzaną do tej pory głównie do wykluczenia społecznego oraz zachowań rasistowskich, o kwestie budowania tożsamości Cyganów we współczesnych, osiadłych i skomercjalizowanych społeczeństwach; ich podejścia do nomadyzmu oraz mitu „Cygana taborowego" oraz zabrania głosu w sprawie narzucanej przez lokalne władze asymilacji, a może integracji? Dla mnie osobiście wystawa jest również oddaniem głosu osobom do tej pory takiego głosu pozbawionym - nie tylko w sferze kultury.

Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013, Igor Omulecki & Payam Sharifi, z cyklu Gypsies for Real, 2002, fotografie, fot. Zachęta
Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013,
Igor Omulecki & Payam Sharifi, z cyklu Gypsies for Real, 2002, fotografie, fot. Zachęta

Przypomnijmy sobie pracę Baraca. Jak powstawała ta instalacja?

AK: Na wystawie prezentuję film Baraca z 2012 roku, który jest zapisem procesu budowy instalacji, domu romskiego, na terenie Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu. Nad realizacją pracowałam z Romami mieszkającymi na koczowisku we Wrocławiu. Zakładałam, że warto wyjść od ciekawej architektury, do szerszego opisania kultury, którą nakreśla sposób życia nomadów, wspólnota. Kiedy pierwszy raz byłam na koczowisku to właśnie domy zbudowane z drzwi szczególnie zwróciły moją uwagę. Zauważyłam, że ich forma w pewnym sensie odpowiada tendencjom we współczesnym projektowaniu. Domy są w stu procentach wykonane w procesie recyklingu, z rzeczy znalezionych, odzyskanych. Oczywiście to skromny tryb życia zmusza ludzi do budowania w ten sposób, ale nie zmienia to faktu, że romskie domy są szalenie pomysłowe, funkcjonalne, ciekawie udekorowane. Koczowisko to spore osiedle zbudowane w zwartym rytmie architektonicznym. Przylega do „zwyczajnego osiedla" oczywiście widać pomiędzy nimi znaczące różnice, wielu mieszkańców Wrocławia to oburza. Koczowisko pozbawione jest podstawowych, jak się nam wydaje, udogodnień. Brak tu sanitariatów, bieżącej wody. Kiedy powstawała Baraca obserwowałam groźby wymierzane w romską społeczność. Były to słowne szykany, ale też zagrażające życiu próby podpalenia domów na koczowisku. Obecnie toczy się proces, w którym miasto postuluje likwidację obozowiska i rozdzielenie rodzin, mam olbrzymia nadzieję, że ten ostatni postulat szybko zostanie wycofany. Akcja Baraca, tak Romowie nazywają swoje domy, pokazała bowiem, jak zgodna i zorganizowana może być ta mała społeczność. W trakcie realizacji było kilka potknięć, nieporozumień. Jednak Romowie wykazali się dużą odwagą podejmując moją propozycję. Żałuję, że pracownicy Muzeum Etnograficznego nie zaangażowali się bardziej, bo było dużo okazji do rozmów, a jednak etnografowie zostali na pozycji obserwatorów. Niesamowite było spotkanie w BWA Awangarda, które odbyło się miesiąc po zakończeniu akcji, w trakcie którego Romowie, mieli rzadką możliwość opowiedzenie o swojej sytuacji a także zareagowania na ataki w nich wymierzone. Pracując nad Baracą zastanawiałam się nad innym przykładem architektury, która powstawała w Polsce tuż po zmianach systemowych. W tym czasie wielu Polaków, jeździło do pracy, do Niemiec. Często spali na parkingach, czekając, czasem wiele dni, na ofertę zatrudnienia, oczywiście na czarno. Po powrocie do kraju, z portfelem waluty, rozpoczynali budowę a z efektami ich pracy spotykamy się do dziś, kiedy stajemy przed niedokończonymi willami, dworkami.

Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013, Marcelina Gunia, Naturalny blask, 2006, akryl na płótnie,  fot. Zachęta
Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013,
Marcelina Gunia, Naturalny blask, 2006, akryl na płótnie, fot. Zachęta

Gdzie jeszcze w Polsce funkcjonują tego typu koczowiska?

MWW: Chyba nikt tak naprawdę nie wie, ile w kraju jest takich koczowisk, we Wrocławiu wiemy o dwóch. W latach dziewięćdziesiątych uwagę przyciągnęło koczowisko osób przybyłych z Rumunii pod mostem Grota Roweckiego w Warszawie. Cyganie mieli swoją tymczasową siedzibę, z której zostali wiosną siłą usunięci przez władze miasta. Wzbudziło to wiele sprzeciwów i liczne dyskusje. W tamtym czasie podróżując po Polsce można było trafić na wiele takich miejsc. Pamiętam obóz pod Aleksandrowem Kujawskim, skąd Romowie jeździli do Torunia i Ciechocinka. Wrocławskie koczowiska, a są dwa, po prostu się ostały i mają korzenie w tej samej fali emigracji z Rumunii. A władze przez lata ten problem ignorowały. O problemie robi się głośniej w momencie, kiedy dzieci bolą zęby i pada pytanie: kto zapłaci za ich leczenie? Chciałabym tutaj wyraźnie rozgraniczyć sytuację polskich Romów, których ten problem nie dotyczy, ale emigrantów. W tym momencie dość dobrze rozumiem badaczy i romskich działaczy, którzy polemizują ze spojrzeniem na tę społeczność jako grupę nomadyczną. Twierdzą oni, że idea nomadyzmu, jako taka, jest tylko rasistowską projekcją, mającą tłumaczyć romskie migracje i odwrócić uwagę od ich prawdziwych przyczyn: odrzucenia, wykluczenia i brutalnej przemocy, łącznie z jej najbardziej ekstremalną formą - ludobójstwem. Zło tkwi dziś w stereotypach legitymujących „inność" Romów: ich nieodpowiedzialność, niestałość i prymitywizm. W przypadku Romów z Rumunii mamy do czynienia z emigracją ekonomiczną. Odnoszą się oni np. w liście napisanym do władz miasta do jednego z podstawowych praw człowieka: prawa wyboru miejsca zamieszkania. Powody, które stoją za decyzją o migracji bywają różne, mogą wiązać się z chęcią poprawy warunków i standardu życia, podjęciem studiów, nowej pracy czy obawą o własne życie i zdrowie. A może wynikać tylko z subiektywnego upodobania dla danego miejsca czy nawet krajobrazu. Nie jest to istotne. Każdy z nas ma prawo do zamieszkania tam, gdzie mu się podoba. Ta grupa nie może zostać wysiedlona z Polski - jak domagają się niektórzy. Romowie z Rumunii także są obywatelami Unii Europejskiej. Nie muszą się zatem ze swoich decyzji tłumaczyć. Przeciwnie: mogą i mają prawo prosić o pomoc przedstawicieli lokalnej władzy, a owa pomoc powinna być im udzielona. Romowie mają prawa, ale nie mają silnej reprezentacji politycznej, która pomagałaby je egzekwować. Zatem problem ich respektowania leży po stronie społeczeństw większościowych. Wprawia to w dezorientację i powoduje rozdrażnienie. Dlaczego tak się dzieje? Podważenie związku miejsca urodzenia z miejscem zamieszkania, ale przede wszystkim - miejsca narodzenia z narodowością - wyznacza kryzys związku między człowiekiem i obywatelem. Zatem separację tego, co humanitarne od tego, co polityczne... Stąd bierze się kuriozalna bezradność władz Wrocławia. Pojawienie się wędrowca, uchodźcy, osoby migrującej rujnuje ustalony ład społeczny, ponieważ wymyka się on spod kontroli władzy. Ewa Rewers wypunktowała ten problem w swoich miejskich analizach. Główną figurą ponowoczesnego miasta staje się nie jego obywatel - lecz „przychodzący do miasta z innej kultury".

KW: Oddolnie organizowane, autonomiczne przestrzenie - nie tylko mieszkalne, ale również społeczne i kulturalne są tworzone w Polsce i w wielu innych krajach od lat. Należy zwrócić uwagę na przyczyny powstawania takich miejsc: ekonomiczne i społeczne, często związane z wykluczeniem społecznym, nędzą i (paradoksalnie) próbą budowania lepszego życia - tak powstają koczowiska. Budowane są z konieczności przez Nomadów żyjących w sposób kolektywny, wieloklanowy, często wyznających skrajnie odmienne tradycje i wartości od lokalnej społeczności, posługujących się swoim językiem (romani), zazwyczaj bez pozwolenia na stały pobyt w danym kraju. Taka sytuacja ma miejsce we Wrocławiu na koczowisku przy ul. Kamieńskiego tworzonym przez grupę Romów z Rumunii, co dodatkowo utrudnia ich integrację z lokalną społecznością. Istnieje również drugie mniejsze koczowisko we Wrocławiu w okolicach ul. Paprotnej zamieszkałe przez inną grupę Romów rumuńskich. Bo koczowiska, czy nam się to podoba czy nie, stanowią dla cygańskiej, wielopokoleniowej społeczności schronienia. Byle jak sklecone, aestetyczne i nielegalne koczowiska - będące na drugim biegunie od grodzonych i monitorowanych osiedli deweloperskich. Odzwierciedlają głębokie rozwarstwienia społeczne i ekonomiczne oraz pokazują, że miejscowe prawo nie jest dostosowane do świata, w którym każdy człowiek powinien mieć prawo do zamieszkania oraz przemieszczania się. Pokazują również prostą prawdę, że człowiek mieszka w takiej architekturze, na jaką go stać.

Podobnym miejscem - zamieszkiwanym z konieczności, nielegalnie i rozbudowywanym bez projektów i pozwoleń budowlanych - są ogródki działkowe. Nie wiem dokładnie ile osób we Wrocławiu (w całym mieście jest ok. 60 tysięcy ogródków działkowych) zamieszkuje całorocznie altanki działkowe, często bez prądu i bieżącej wody, ale już w województwie pomorskim żyje w nich ponad 400 osób!

Wrocław od lat 90-tych jest znany z autonomicznych, oddolnie tworzonych przestrzeni - pustostanów, budynków poprzemysłowych adaptowanych na cele kulturalne, niezależne galerie, skłoty i centra kultury niezależnej (Centrum Reanimacji Kultury czy wrocławski Wagenburg, którego społeczność mieszka w wagonach kolejowych). Polecam 6 numer Biura - Organu Prasowego BWA Wrocław, poświęcony właśnie takim miejscom (issuu.com).

Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013, Od lewej: Maria Demiter i Anna Kamińska (Cyganki z grupy Polska Roma), rekwizyty magiczne (kopia), lata 70. XX w., Dzieci romskie (Bułgaria), kukiełki szmaciane, 1996, fot. Zachęta
Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013,
Od lewej: Maria Demiter i Anna Kamińska (Cyganki z grupy Polska Roma), rekwizyty magiczne (kopia), lata 70. XX w., Dzieci romskie (Bułgaria), kukiełki szmaciane, 1996, fot. Zachęta

Jak we Wrocławiu respektuje się prawa mniejszości romskiej?

MWW: Władze nie zapewniły nawet tłumacza z języka romani na procesie przeciwko mieszkańcom obozowiska przy ulicy Kamieńskiego. To dobrze obrazuje, jaki jest stosunek lokalnej władzy do mniejszości romskiej.

KW: Fakt podania do sądu przez Gminę Wrocław nomadzkiej społeczności wydaje mi się gigantycznym absurdem, który jednocześnie obalił mit o wielokulturowości i otwartości Wrocławia. Moim zdaniem jest to nie tylko kompromitacja władz miasta z punktu widzenia kulturowego, toczący się aktualnie proces sądowy jest zagrywką polityczną pokazującą na jedyny możliwy scenariusz życia w mieście (w którym w uproszczeniu masz pracę, dom na kredyt i przede wszystkim papiery legalizujące twoją tożsamość i różne prawa własności). Jeśli tego nie posiadasz jesteś Nikim, jesteś poza Systemem. I oficjalnie nie masz prawa być poza Systemem. Tak to widzę. Gdyby nie działalność Stowarzyszenia Nomada oraz lokalnego środowiska aktywistycznego (grupy nieformalne i NGO) i artystycznego (np. wrocławskiego BWA) społeczność romska byłaby całkowicie niewidzialna. Znamienna stała się wypowiedź jednej z Romek na konferencji prasowej po pierwszej rozprawie sądowej zorganizowanej m.in. przez Nomadę i wrocławską Krytykę Polityczną, że po raz pierwszy ktoś udzielił ich społeczności prawa głosu.

Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013, W centrum: Tadeusz Rolke, Obóz cygański nad Bugiem, 1958, fotografia, fot. Zachęta
Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013,
W centrum: Tadeusz Rolke, Obóz cygański nad Bugiem, 1958, fotografia, fot. Zachęta

Dlaczego ten temat jest tak bardzo pomijany w kontekście architektury i czy coś się w tej kwestii zmienia? Jak wygląda dyskusja o mniejszościach i ich prawach do autonomicznego funkcjonowania? Jaki jest ich status prawny

AK: Z punktu widzenia prawa koczowiska są nielegalne, ale będą się pojawiały, bo część społeczeństwa ubożeje. Przywykliśmy do sytuacji, że każdy metr ziemi do kogoś musi należeć, ale nie możemy zapomnieć o podstawowym, konstytucyjnym prawie do mieszkania, o którym przypomina np. Amnesty International. Oczywiście wielu ludzi nie stać na kupienie, a nawet wynajęcie mieszkania a mimo to likwiduje się lokale socjalne. Paradoksalnie więc, pomiędzy strzeżonymi osiedlami, powstają skłoty, koczowiska. W Polsce wielu ratuje się mieszkaniem na działce. Pewnie sporo tych zachowań funkcjonuje na granicy prawa. Rozrasta się struktura Unii Europejskiej, a wraz z nią migracje, do tego dochodzi kryzys, załamanie rynku pracy. Niestety wydaje mi się, że nurt tymczasowej architektury będzie się rozwijał. Mówię niestety, bo jednak wszystkim życzę mieszkania w ogrzewanym domu, no chyba, że wybieramy inaczej, ale to decyzja a nie przymus powinna o tym stanowić.

MWW: Może ten temat jest nieobecny, dlatego, że miasta już właściwie nie należą do mieszkańców? Są demonstracją wpływów biznesowych i władzy, bo zgodnie z tym, co pisze Krzysztof Nawratek nawet przestrzenie publiczne w miastach stają się coraz mocniej uzależnione od ekonomii. I być może, dlatego w przypadku ostrych protestów społecznych intuicyjnie sięgnięto po takie właśnie tymczasowe, miękkie, elastyczne struktury. Mam tu na myśli miasteczka namiotowe, od białego miasteczka pielęgniarek pod Sejmem do ruchu Occupy London. Łatwo przenośny i tanio zastępowalny w przypadku zniszczenia sposób aneksji przestrzeni publicznej wymusza też na uczestnikach takich protestów tworzenie alternatywnego układu społecznego wewnątrz samej społeczności osób protestujących. W Polsce mało mówi się o ruchu '"New Gypsy", czyli społeczności, która żyła dawniej w wozach i bez prądu, naśladuje wyobrażenia o życiu Romów, ale etnicznie nimi nie jest. Obecnie dorasta już trzecie czy czwarte pokolenie takich „Cyganów". Ruch powstał spontanicznie w latach siedemdziesiątych w Wielkiej Brytanii w czasie wolnych festiwali jak Windsor free Festival. Łączył poglądy New Age z oporem przeciw Thatcheryzmowi. Niestety jest to forma walki jasna dla obu stron. Co za tym idzie - podlega represjom. W przypadku mniejszości działa to podobnie.

KW: Wydaje mi się, że temat jest nieobecny w Polsce, choć i to się powoli zmienia, ale nie na świecie. Nie tylko, dlatego, że instytucje kultury oraz media zaczęły podejmować tematykę zjawiska nazywanego przeze mnie anarchitekturą, czyli najprościej ujmując architekturą bez architekta, tymczasową, nomadyczną, budowaną przez samych użytkowników, pozbawioną konwencji i aestetyczną. Właśnie ten brak estetyki nie mieści się w schematach architektury konwencjonalnej i zniechęca osoby zajmujące się krytyką architektury do podejmowania tego tematu - bo co napisać o koczowisku czy barakowozie? Nie można również zawężać tematu anarchitektury jedynie do pojęć artystycznych, żeby nie powiedzieć artystowskich, ponieważ zajmując się nim, trzeba często zmierzyć się z wykluczeniem i rozwarstwieniem społecznym, osobami żyjącymi niekonwencjonalnie, wytrącającymi nas z naszych bezpiecznych przyzwyczajeń, w których żyjemy. Ostatnio media zauważyły parę mieszkającą w barakowozie na terenie ogródków działkowych w gdyńskim Orłowie czy bezdomnego ze Zgierza mieszkającego w ziemiance. O Romach wzmianek jest więcej, ponieważ w Polsce pokutuje ciągle jeszcze mit Cygana żyjącego w kolorowych taborach, więc jednak to przyciąga bardziej. Cyganie ciągle są dla Polaków egzotyczni, nawet, jeśli uważani są za 'brudasów i złodziei'. Rzadko kiedy poruszana jest kwestia prawa do wyboru takiego życia i zamieszkiwania takiego typu architektury. Bo oczywiste jest dla wszystkich, że ludzie w takich warunkach nie powinni mieszkać. Mnie się nie wydaje to oczywiste, szczególnie w kontekście społeczności nomadzkich, prowadzących wciąż koczowniczy tryb życia.

Koczowisko we Wrocławiu zamieszkują Romowie rumuńscy, obywatele Rumunii, którzy przybyli do Polski w latach dziewięćdziesiątych na fali migracji zarobkowej w wyniku transformacji ustrojowej, którzy jako obywatele UE przebywają w Polsce legalnie i mogą w niej legalnie pracować. Większość społeczności z koczowiska nie ma zalegalizowanego stałego pobytu w Polsce, ponieważ do rejestracji wymagane jest posiadanie legalnej pracy, ubezpieczenia i zameldowania1. W ten sposób tworzy się koło zamknięte, usankcjonowane przez polskie władze (na szczeblu krajowym i lokalnym), bo jak wiemy, większość rumuńskich Romów nie spełnia żadnego z tych warunków. Wspominałam już o konferencji prasowej z udziałem Romów z koczowiska, którzy przez aktywistki Nomady są nie tylko informowani o swoich prawach, lecz również włączani w życie społeczno-kulturalne Wrocławia np. e ramach warsztatów plastycznych w Galerii BWA Design kierowanych do dzieci z koczowiska, warsztatów edukacyjnych w jednej z wrocławskich szkół przygotowujących romskie dzieci do podjęcia nauki. Sama społeczność żyje jak koczownicy: wielopokoleniowo, kolektywnie, z dnia na dzień, kultywując tradycję przekazów ustnych a nie słów pisanych i mogą liczyć tylko na siebie.

Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013, Od góry od lewej: Olga Boznańska, Portret kobiecy – Cyganka, 1888, olej na płótnie, Pola Negri w filmie Carmen (Gypsy Blood), reż. Ernst Lubitsch, Niemcy, 1918, Jerzy Dorożyński, Taniec przy ognisku, 1963, fotografia, Autor nieznany, Tańcząca cyganka, druk barwny na papierze, poniżej: Jerzy Litwora, Cyganka, 1943, akwarela na papierze, Jerzy Dorożyński, Piękność cygańska, 1963, fotografia, Jerzy Ficowski, Cyganka z Zakopanego, 1955, fotografia, fot. Zachęta
Wystawa Domy srebrne jak namioty, Zachęta, 15.10.2013 - 15.12.2013,
Od góry od lewej: Olga Boznańska, Portret kobiecy – Cyganka, 1888, olej na płótnie,
Pola Negri w filmie Carmen (Gypsy Blood), reż. Ernst Lubitsch, Niemcy, 1918,
Jerzy Dorożyński, Taniec przy ognisku, 1963, fotografia, Autor nieznany,
Tańcząca cyganka, druk barwny na papierze,
poniżej: Jerzy Litwora, Cyganka, 1943, akwarela na papierze,
Jerzy Dorożyński, Piękność cygańska, 1963, fotografia,
Jerzy Ficowski, Cyganka z Zakopanego, 1955, fotografia, fot. Zachęta

W wielu miejscach trwa obecnie próba wdrożenia działań służących poprawie jakości życia mieszkańców, również tych, którzy z różnych przyczyn społecznych i ekonomicznych zostali zepchnięci poza obszar głównej dyskusji o architekturze.

MWW: Miejsca gdzie lądują osoby upośledzone ekonomicznie i społecznie są zwykle podobne. Ja jakiś czas spędziłam na Osiedlu Dudziarska - zlokalizowanym właściwie niemal w centrum Warszawy. Słabo skomunikowane osiedle, oddzielone od reszty miasta ze wszystkich stron torami kolejowymi i pozbawione wygód, sklepów, autobusu, usytuowane obok spalarni śmieci i więzienia, stało się gettem. W tej sytuacji i Polacy, i Romowie usiłują swój byt uczynić lepszym, oswoić takie punkty na mapie, po prostu przeżyć. Jedno ich różni, bo w Europie rosną mury separacyjne. To też element architektury. Prawda?

KW: Próba wdrożenia tych działań nie jest kompleksowa. Nie można mówić (jak władze Wrocławia) o przyznaniu Romom rumuńskim mieszkań socjalnych bez zapewnienia im legalnego zatrudnienia! Jedna czy dwie organizacje pozarządowe nie są w stanie stworzyć i wdrożyć kompleksowego programu opartego na wielopoziomowych działaniach. Zaangażować się muszą w niego różne środowiska - od polityków, przez specjalistów od pracy i edukacji, po samych Romów. Tymczasem na rozprawie przeciwko Romom rumuńskim odrzucono ich prośbę o przyznanie tłumacza z języka romani. Obawiam się, że takich koczowisk czy podobnych miejsc będzie więcej - wraz z nieuchronnym napływem migrantów (z przyczyn ekonomicznych, społecznych lub politycznych) oraz pogłębiającą się trudną sytuacją gospodarczą w Polsce i agresywnym dla ludzi niezaradnych i słabo wykształconych modelem neoliberalnym. Jeśli będą zamykane lub burzone, ich mieszkańcy będą przenosić się w inne miejsca. I mają do tego prawo.

AK: W wielu działaniach wracamy do koncepcji wspólnotowych, widać pragnienie poznania sąsiadów, integrację w myśleniu o najbliższej przestrzeni. Możliwe, że jest to wynik zmian w modelu rodziny, próba poradzenia sobie z samotnością, której doświadczamy, bo bliscy krewni często są bardzo daleko. A właśnie wspólnoty, bliskości możemy uczyć się na przykład od Romów z koczowiska, choć oczywiście i tam zdarzają się zwyczajne, rodzinne kłótnie, czy błędnie podjęte decyzje.

------------

Aleksandra Kubiak - artystka wizualna, performerka. W latach 2001 - 2013 współtworzyła z Karoliną Wiktor Grupę Sędzia Główny. Od 2010 roku pracuje indywidualnie, tworzy działania i instalacje z udziałem publiczności. Od 2012 roku doktorantka na Interdyscyplinarnych Studiach Doktoranckich Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Brała udział w wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych, ostatnio na wystawie Domy srebrne jak namioty, Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, 2013.

Monika Weychert Waluszko - kuratorka wystawyDomy srebrne jak namioty, Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, 2013, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, kulturoznawstwa i zarządzania jednostkami kultury na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i podyplomowych studiów kuratorskich na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Obecnie pracuje w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni - Oddziale Muzeum Narodowego w Warszawie. Kuratorka wystaw, prowadziła autorską "galerię dla" w Toruniu. Kuratorka wielu wystaw i redaktorka książek m.in. Romano Kher. O romskiej sztuce, estetyce i doświadczeniu.

Katarzyna Wiącek - absolwentka historii sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego, graficzka, krytyczka architektury, feministka, aktywistka; prowadzi bloga o anarchitekturze (anarchitektura.tumblr.com). Bierze udział w dyskusji na temat architektury tworzonej bez udziału profesjonalistów i aktualnej sytuacji społeczności romskiej we Wrocławiu.

  1. 1. roma.nomada.info.pl