Estetyka protestu. Rozmowa z Cecylią Malik i Mateuszem Okońskim o projekcie „Chciwość. Miasta"

W sobotnie popołudnie 22 marca 2014 odbyła się w Krakowie Parada Chciwości. Ubrany w złoto pochód, niosąc transparenty i symbole walut zajechał wózkami sklepowymi pod Hotel Cracovia, gdzie tańcząc i śpiewając protestował przeciwko zmienianiu zabytkowego modernistycznego budynku na kolejną galerię handlową. Prowodyrką protestu była Cecylia Malik, a jego współorganizatorem projektu Mateusz Okoński.

 

Marta Świetlik: Dlaczego „Chciwość.Miasta"?

Cecylia Malik: „Miasta" to tytuł mozaiki ściennej Heleny i Romana Husarskich, którą odkrył Mateusz. A chciwość? Hotel Cracovia, zabytek architektury modernizmu, został oszukany właśnie przez chciwość. Inwestor i władze miejskie uważają, że nie opłaca się wyremontować Cracovii, bo prawdopodobnie porządny remont byłoby droższy niż zbudowanie od nowa na tym miejscu galerii handlowej. Sęk w tym, że budowa gigantycznej galerii na dłuższą metę wcale nie byłaby opłacalna. Takie budynki bardzo szybko niszczeją i obracają się w ruinę. Tu się objawia ta chciwość, kiedy zamiast planować działania przynoszące długotrwałe korzyści, kieruje ludźmi chęć szybkiego wzbogacenia się. Chodzi głównie o developera Echo Investment, ale też o firmy, które zarobią w ciągu najbliższych pięciu lat na budowie, materiałach i wykończeniu. Gdyby zamiast tego ktoś zrobił cacko z obecnej Cracovii, wyremontował ten hotel z lat sześćdziesiątych z zastosowaniem najnowszych technologii, to pisano by o tym w czasopismach architektonicznych na całym świecie. Na Cracovii też można by zrobić niezły biznes, gdyby w niej stworzyć porządny klub, świetną restaurację, butiki i ekskluzywne sklepy, a na wyższych kondygnacjach pokoje hotelowe. Można by zrobić hotel, albo może innowacyjny klaster kreatywny albo szkołę filmową i studia czy pracownie, pomysłów na to co zrobić w tym miejscu może być mnóstwo, tylko to wymagałoby kogoś z klasą, kulturą i wizją. Zamiast tego u sterów siedzą ludzie, którzy wyrośli w poprzednim systemie i myślą przestarzałymi kategoriami. My jesteśmy młodszym pokoleniem. Dla nas modernizm jest wartością, sztuka lat 60. i 70. zadziwia nas klasą. „Chciwość" to nie był zwykły protest, ale przede wszystkim manifest o wartościach! W czasie samej Parady Chciwości, w czasie jej przygotowań, podczas warsztatów, spotkań, wykładów i całej kampanii facebookowej uruchomiliśmy debatę dotyczącą tematu nadrzędnego: jakiego miasta chcemy? Stąd ten pojemny tytuł „Chciwość". Czy gdziekolwiek na świecie był protest przeciwko chciwości? Przecież to utopia. Dlatego ten protest można uznać za coś więcej niż działanie polityczne, on się staje sztuką.

 

Mateusz Okoński: Akcja Cecylii jest bardzo ważna, bo ma na celu zmianę myślenia. Ludzie w komentarzach pytają: „Jeśli nie galeria, to co w zamian?". Tam można zbudować wszystko, począwszy od sierocińca, galerii, muzeum. Okazuje się jednak, że galeria handlowa to jedyna rzecz, jaką jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Zaczynamy myśleć w kategoriach inwestorów, że w mieście powinny być tylko banki, hotele, galerie handlowe. To jest przerażające. Musimy obudzić ludzi z letargu. Patrząc na studentów, widzę bierne poddawanie się manipulacji, głosowi „rozsądku" z telewizji, populistycznym papkom. Coraz mniej jest wizjonerskiej wiary w możliwość wspólnego działania.

 

Nie wszyscy popierają wasz protest i nie mam tu na myśli władz czy inwestorów, ale także mieszkańców. Dlaczego temat Cracovii jest kontrowersyjny?

 

Mateusz Okoński: Bardzo ważny jest ten głos pokoleniowy, o którym wspomniała Cecylia. Przy tym proteście można było zauważyć przewagę ludzi młodych, świadomych potrzeby ochrony dziedzictwa. Mieszkańcy w wieku 40+ uważają, ze Hotel Cracovia to obleśna buda, którą trzeba zburzyć. Nie można się temu dziwić, budynek istniał jeszcze za lat ich młodości i przypomina o znienawidzonym ustroju politycznym. To jest też trochę problem nazewnictwa, tak naprawdę nie mamy nazwy właściwie określającej tę architekturę. Lubię określać Hotel Cracovia terminem „dojrzały modernizm". Funkcjonujące pojęcie „socmoderna" jawi się starszemu pokoleniu jako komunistyczny przykład opresyjnej architektury. Natomiast od 5-6 lat wszystko z lat 60. zaczęło być trendy i na zasadzie mody na modernizm weszło „pod strzechy". Młodzi zachwycają się tą architekturą, meblami, ilustracją, designem. Tylko jak ich zaktywizować? Dlatego akcja „Chciwość.Miasta" była głównie aktywizacją młodego człowieka, który nie jest obojętny.

Jak doszło do odkrycia mozaiki „Miasta"? Znamy historię o tym, że Mateusz krążąc po budynku niczym Indiana Jones zobaczył jej wystający fragment. Brzmi to tyleż hollywoodzko, co nieprawdopodobnie. Czy nie słyszałeś o niej wcześniej?

Mateusz Okoński: To był ślepy traf. Przyszedłem tam ze studentami w ramach Pracowni Projektów Twórczych, moja grupa robiła zdjęcia. Sprawdzałem, czy dobrze fotografują i chciałem w końcu zobaczyć złotą mozaikę. Patrzę z boku, a tam sterczy fragment ściany pokryty elementami szklanymi. Zacząłem o to pytać, ale z żadnej strony nie dostałem odpowiedzi. Jedna z niewielu w Polsce specjalistek od ceramiki, twierdziła, że nic jej nie wiadomo na temat istnienia w tym miejscu innej mozaiki. To mnie jeszcze bardziej zmotywowało do poszukiwań. Dopiero profesor Witold Cęckiewicz, główny architekt Hotelu Cracovia powiedział: „Faktycznie, coś tam było, ale zostało to zniszczone". W Muzeum Narodowym udało się znaleźć krótki opis, z którego dowiedzieliśmy się, że nazywa się „Miasta". Ale fragmenty, które odsłanialiśmy, nie miały nic wspólnego z miastami. Nie było też żadnej fotografii mozaiki. Inwestor nie był bardzo przeciwny tym poszukiwaniom. Firma na początku cieszyła się już z tą złotą mozaiką, w pierwszych wizualizacjach chcieli ją umieścić w projekcie. Ale wiedzieliśmy już, że pod spodem jest ogromna, trzydziestoczterometrowa mozaika i zaniepokoiłem się, co inwestor zechce z nią zrobić. Zburzyć?

 

Kim byli autorzy mozaiki, jak pracowało się nad zgłębieniem ich historii? Jakie są plany co do mozaiki i losów Hotelu Cracovia?

Mateusz Okoński: Dowiedziałem się później od profesora Cęckiewicza, że to mozaika państwa Husarskich. Nazwisko Husarskich jest w tej chwili powoli odkrywane między innymi przez kolektyw New Roman, którego nawiązujący do nich projekt „Tarcie" pokazywany jest w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. To małżeństwo artystów, twórców unikalnej metody ceramicznej - piropiktury, ludzi którzy w latach 60. tworzyli jedno ze środowisk intelektualnych Krakowa. Bardzo fascynujące dla nas odkrycie. Następnym etapem było przesłanie nam fotografii przez pana profesora Cęckiewicza. Skontaktowaliśmy się z rodziną Husarskich, która nie miała zielonego pojęcia o mozaice, ale po porównaniu z fotografią, odnalazła plany. To kompletnie zapomniana mozaika, która została zakryta w 1993-94 roku. Przygotowaliśmy o niej wystawę na zasadzie „składkowej". To był raczej ubrany w ramy instalacji ekspozycyjnej zbiór tematyczny z dziełami różnych artystów, który mówił o pewnym problemie. Moje studentki zrobiły zdjęcia, rodzina Husarskich przekazała ceramiczne patery oraz oryginalną makietę, zaprosiliśmy fotografików: Bartolomeo Koczenasza i Michała Lichtańskiego. Powstał twór, który będziemy dalej opracowywać. Mamy zamiar doprowadzić do ściągnięcia karton-gipsów zasłaniających mozaikę i przygotowania gruntownej inwentaryzacji obiektu.

 

Cecylio, czy protest to tylko aktywizm miejski czy włączasz go do serii protestów które realizowałaś? Czy nazywasz go sztuką? Co czyni twój aktywizm sztuką?

 

Cecylia Malik: Ludzie myślą, że sztuką jest oprawą, ale sztuką jest cała koncepcja, już w zamierzeniu utopijna. Zawsze jak współorganizuję protest to tak wybieram miejsce, żeby miało potencjał etyczny i estetyczny. Tak było w przypadku Białki [„Warkocze Białki", marzec-kwiecień 2013], o której wiedziałam, że jako happening będzie pięknie wyglądać. Tak samo było i teraz: złota mozaika, sama architektura, zieleń i pejzaż wcinający się w miasto, widziałam w tym potencjał. Do tego doszło popołudniowe słońce i płynący strumień kasy, który jest podstawą wszystkich problemów. Kreuję obraz, często symboliczny, ale otwarty i dający możliwość innym do własnej kreacji. To rama, uruchomiająca wyobraźnię i spontaniczność innych. Im więcej wykrzesa twórczej energii, tym jest lepsza. Marta Sala zaprojektowała i uszyła swoją złotą kolekcję, a zespół Samba Ka grając i tańczą stworzył własny performance. Ja wymyśliłam te dolary i eura na patykach, złotego cielca w wózku z supermarketu, ale już maski były pomysłem Mateusza i Bartolomeo, a każdy kto je robił, robił je po swojemu. Traktując tworzenie ich jako sztukę lub zabawę. Bardzo ważne jest także to, żeby zaznaczyć że to jest akcja, którą tworzą różni artyści.

Oprócz wymiaru wizualnego i symbolicznego, ważna jest solidna podbudowa merytoryczna. Chodzi o udzielenie głosu ludziom, którzy nie mają możliwości wyrażenia swoich opinii na forum. Mówię tu po pierwsze o zwykłych mieszkańcach miasta. Drugi bardzo ważny głos tworzą specjaliści, którzy rzadko kiedy mogą dotrzeć ze swoim skomplikowanym przekazem do opinii publicznej. Mam tu na myśli kolektyw tworzący Hotel Cracovia Pany, osoby z Instytutu Architektury i Stowarzyszenia Przestrzeń-Ludzie-Miasto, teoretycy, historycy i działacze. Oni wygenerowali ogromną wartość merytoryczną, solidny i spójny statement w sprawie obrony dziedzictwa modernizmu - obrony Hotelu Cracovia. Przygotowując się do protestu opieraliśmy się głównie na ich postulatach i współpracowaliśmy wychodząc od założeń zagospodarowania przestrzeni Krakowa (mam tu na myśli konkretnie linię dawnej ulicy Wolskiej i Błoń) sięgających 1900 roku. Reprezentujemy zatem bardzo konkretne wartości estetyczne wsparte autorytetem badaczy i teoretyków. Bronimy nie tylko Hotelu Cracovia ale również pewnej koncepcji estetycznej miasta. Akcja obrony rzeki Białki to było również dystrybuowanie specjalistycznej wiedzy. Społeczeństwo o tym nie ma pojęcia, że przez ostatnie 2 lata wybetonowaliśmy za unijne pieniądze 12 tysięcy kilometrów rzek bez potrzeby. Moje projekty są zatem edukacją przybraną w konkretną symbolikę, w kolorystykę, która pozwala nadać tejże edukacji nośnej formy.

Jako artystka patrzę na to oczywiście jeszcze inaczej. Przy okazji akcji „Warkocze Białki" wieża ratuszowa z warkoczami była odwołaniem do Wodiczki. Krzysztof Wodiczko w latach 90. chciał, żeby wieża upomniała się o wykluczone grupy. Ja chciałam żeby wieża upomniała się o rzeki, które nie mają głosu. W „Chciwości" chodziło mi znów o podkreślenie pejzażu - idziemy w kierunku Błoń, jesteśmy strumieniem kasy. Tu jest bardzo dużo symboli i mnie to cieszy jako artystkę, choć wiem, że i tak do mediów trafi tylko bardzo prosty komunikat. Ale nie przejmuję się tym, cieszę się, że dzięki ludziom, którzy pracowali dla Hotelu Cracovia Pany i dzięki temu, co zrobił Mateusz odkrywając mozaikę, nasz głos będzie po prostu bardziej słyszalny i lepiej dotrze do mieszkańców Krakowa.

 

Mateusz Okoński: Jest problem zrozumienia tej estetyki. Cecylia stworzyła nową jakość - protest bezpieczny. Nie ma żółci, goryczy, plucia jadem. Idą za nią matki z dziećmi, młodzi, starsi, wszyscy, których nie interesuje agresja i złość. Powstaje obraz, który jednoczy w pozytywnym, konstruktywnym przekazie. „Modraszek" [Kraków, maj - wrzesień 2011] był najbardziej radykalnym protestem. Ludzie chodzili w niebieskich skrzydłach, zachowywali się irracjonalnie. Do tego właśnie jest artysta. Zachęca do wyłamania się z szarości i brutalizmu codzienności, ubrania nas w inną, alternatywną rzeczywistość. Wiadomo, że ta estetyka może się nam, artystom i krytykom, nie podobać, ale ona się bardzo podoba społeczeństwu. Środowisko artystyczne, patrzy na to z dystansem, bo jest w tym trochę epatowania kiczem, powtarzania pewnych znanych kadrów. Cecylia wykorzystuje świadomie tę estetykę do budowania kontaktu ze społeczeństwem. Wspólnoty, do której chcemy się przyłączyć, chcemy przynależeć.

 

Zastanawia mnie, na ile Twoje akcje tak naprawdę wynikają z potrzeb mieszkańców miasta, danej grupy społecznej. Na ile społeczeństwo przyłącza się do Parady Chciwości, do Kolektywu Modraszek, bo uważa, że należy, a na ile to jest zdanie narzucone przez elitę, przez Ciebie?

 

Cecylia Malik: Ludzie robią to dla siebie. Na akcji „Modraszek" pojawiły się osoby, którym zależy na tym, żeby na Zakrzówku był park, bo tam mieszkają. Wykorzystali to jako narzędzie do swojej walki. Za każdym razem powstaje inna wspólnota. Komuś się może wydawać, że ja mam jakieś wojsko, które za mną idzie, ale to jest wielka praca, żeby zbudować nową wspólnotę, zachęcić nowych ludzi, którzy będą mówić swoim głosem. Ci, którzy byli nad Białką, bo to była dla nich ważna sprawa, nie przyszli pod hotel. Chociaż te wspólnoty wciąż funkcjonują, zjednoczone przez łatwe do identyfikacji symbole. To jest niesamowite, że jeszcze dwa lata później ktoś sobie wiesza na balkonie skrzydełka modraszka. W tym momencie warkocze Białki są w Katowicach, ja trochę to oddałam, a aktywiści zrobili z tego ogólniejszy symbol walki o kwestię rzek.

W ramach protestu pod Cracovią chciałam wzbudzić taką refleksję: w którym momencie wkurzyła cię chciwość? Denerwowało cię, że ktoś chce zrobić chamski biznes? Nie chcesz żeby chciwość rządziła miastem i kierowała decyzjami, które na nie wpływają? Chodź z nami! To była nowa wspólnota. Chodzi o element partycypacji, który można realizować przez proste gesty. Każdy może doczepić skrzydełka, może się ubrać na złoto, zrobić coś od siebie, zespół może zagrać, możesz zrobić maskę. Ta formuła jest pojemna, rodzi kreatywność. Jest tylko rama, szeroko pojęta. Dopuszczam, że ktoś zrobi coś głupkowatego, ale to się wpisuje w ramę.

Dobre rzeczy robi się razem i „Chciwość. Miasta" robiliśmy razem, tak samo jak inne projekty. Zawsze angażuję się wtedy, kiedy jestem całkowicie przekonana o słuszności sprawy. Potrafię stanąć na czele takiego protestu, ale też nie zawsze jestem „gwiazdą" - biorę udział także w projektach innych osób, dzięki temu mogę liczyć na ich zaangażowanie w moje inicjatywy.

 

Mateusz Okoński: W latach 90. była taka szkoła, że artysta powinien być manipulatorem, że twórca tworzy ponieważ potrafi kontrolować ludzi budując z nich rzeźbę społeczną. Skrzętnie wykorzystuje i manipuluje zdaniem ludzi. Cecylia nie idzie w ślady tej szkoły, ale odpowiada na pewne zapotrzebowanie jednocześnie dystrybuując pewną wiedzę i przekonania. Sztuka krytyczna tworzyła pewien kult, oglądaliśmy ją patrząc na postawy artystyczne, które z czasem okazywały się podparte prestiżem instytucji, środowiskową tendencją. Tworzyły dystans pomiędzy artystą a odbiorcą. Efekty były na drugim planie, za językiem wizualnego szoku. Z czasem okazało się że król jest nagi, a sztuka, która ma działać przynosząc konkretną zmianę - nie robi tego. Po co wykorzystywać w takim razie ludzi? Gramy na bardzo wrażliwych strunach. Ta sztuka skończyła się falą agresji. Pokutuje to w naszym społeczeństwie do dzisiaj czego przykładami jest warszawska Tęcza czy awantura o pracę Jacka Markiewicza. Widz był wykorzystywany na rzecz sztuki i artysty. Dzisiaj musimy odbudowywać zaufanie odbiorcy. Cecylia potrafi tak działać, że uczestnicy po proteście pytają kiedy następna akcja. Nie czują się wykorzystani, nie czują się manipulowani. Robią to wszystko za darmo, tak jak my wszyscy to zrobiliśmy z potrzeby serca i poczuciem zadowolenia, usatysfakcjonowania wspólną pracą.



W ramach projektu „Chciwość. Miasta" odbył się 22.03.14 protest przeciwko wyburzaniu Hotelu Cracovia oraz wystawa poświęcona odkrytej mozaice Heleny i Romana Husarskich przygotowana przez Mateusza Okońskiego i Piotra Sikorę w Małopolskim Ogrodzie Sztuk (Kraków 21.03- 9.04.2014).